Gra - Opowiadanie Gildiowe Buntowników

Status
Zamknięty.

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Coraz to bardziej intrygujące rzeczy, miały miejsce w pradawnej wieży. Choć nie zawsze podobały się, osobom zgromadzonym wokół wielce dziwnej misy, umiejscowionej w środku pomieszczenia przypominającego kopułę. Tylko jedna postać dotąd nie okazała cienia jakiejkolwiek emocji, bił od niej nieziemski chłód, a mroczny majestety bijący od owej osoby jakoby przyciemniał blask latarni umieszczonych w komnacie. Hrabia i jego przyboczny, ku ogólnemu niezadowoleniu, pokonali przeszkodę w postaci fałszywego, demonicznego awatara Bojana. I teraz ruszyli w stronę komnaty z krakenem. - Panie! - odezwała się jedna z wcześniej milczących postaci. - Co mamy robić? Nastała chwila ciszy, której prócz trzasków płomieni nic nie zakłócało. W między czasie władca ziem dragomirskich, z pewną trudnością zdołał przezwyciężyć pułapkę postawioną przez jednego z braci Riodriana. Wtem spokój w komnacie rozdarł głos, który wydawał się tysiącem szpilek w uszy wbijanych. - Czekamy...
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar opadł miękko i bezszelestnie na podłogę z płyt ułożoną, a zaraz za nim strażnik to uczynił. Kiedy wyprostowali się obaj, cielsko potworne i cuchnące niemiłosiernie. Na szczęście ich, kraken w drugą zwrócon był. Obeszli cielsko niepostrzeżenie i zobaczyli intrygujący widok. Potwór macek swoich nie miał przy ciele, obcięte daleko leżały. Osłabion był niezwykle. Elessar wymamrotał nad elficką klingą dziwne słowa w martwym języku. Wtedy to po ostrzu płomyk przebiegł, a później zaczęło ono emanować światłem, choć mrocznym i o dreszcze przyprawiającym. Po tym zaklęcia wypowiedzeniu nekromanta rzucił się w bieg i skacząc po cielsku potwory paskudnej, przeszył jej łeb, a z rany zaczęło wydobywać się światło intensywne niemiłosiernie. W chwili gdy mag ostrze wyjmować skończył już, głowę poczwary od środka rozsadził wybuch jaki. Kiedy kurzawa opadła, Elessar stał z nogą jedną na ciele krakena, martwego już na pewno, a Tomisakis z boku wszystkiemu przyglądał się, a ust zamknąć nie potrafił ze zdziwienia. - Chodźmy dalej. Postacie tam jakie widziałem. Po przejściu kawałka drogi w tunelu dość szerokim, ujrzeli zarysy dwóch postaci, z czego jedna ramienia swego użyczyła drugiej. Tamten widać słaby był bardzo, może torturowany cz głodzony był. Gdy bliżej podeszli do nich, twarze znajome im się jawiły - generała Hotka i na wpół martwego hrabiego Bojana. - Bojan... Mówiłem ci, żebyś się w nic nie pakował. I nas przy okazji. - twarz naga zdawała się wyrażać złość i rozgoryczenie, jednak po chwili uśmiechnął się szczerze i uścisnęli się jak przyjaciele. Po chwili rozmów Hotek zaczął opisywać wszystkie wydarzenia. - Panie mój, jedna rzecz zaciekawiła mnie. Zauważył bowiem, że rękę jedną ma owy mag martwą prawie. Czy to może coś oznaczać? Elessar nie odpowiedział. Wolał nie znać odpowiedzi, bo wiedział już iż zła ona będzie.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Kroki księcia zawiodły tem razem w drugą odnogę - jednak fakt, że kręty korytarz prowadzi coraz bardziej pod powierzchnię zbyt serca jego nie krzepił. Zwolnił kroku - ostatni pojedynek wyczerpał go trochę i musiał oddech złapać ponownie. Ruszył dalej jednak, nie zamierzał poddać się siłom nieczystym - zresztą natura zdradliwa miejsca owego na myśl mu przywodziła to, że drogi powrotnej może nie być już wcale. I znów zaskoczonym książę został - bowiem w pomieszczeniu, do którego dotarł, na całej długości sporej sali szafki książkami i zwojami jakowymiś wypełnione stały, ogromem swym niespodziewanego gościa przytłaczając. Ogromna biblioteka a także skryptorium wrażenia złowrogiego na księciu nie sprawiły, toteż wziąwszy pierwsze lepsze tomiszcze przeglądać począł, lecz rozczarowan wielce był gdy ni pisma, ni języka rozpoznać nie mógł - odłożył skarbnicę wiedzy toteż z powrotem na miejsce swoje i ruszył dalej między półkami, aż do odrzwi sporych dotarł - przeszedł przez nie i na jakowymś podziemnym dziedzińcu się znalazł, fontanna centrum jego tworzyła - i takoż cztery odnogi od niej przez odrzwia podobne niż te, którym wszedł właśnie, od niej prowadziły. Przy ścianach puste kwietniki jedynym znakiem na to, że kiedyś toczyło życie się w tych progach były. Książę mając wybór ścieżek znów tak duży, przez najbliższe udać się postanowił i wielka ulga ogarnęła go, gdy na schodach w górę dla odmiany się znalazł, lecz zwisające sztandary upadłego państwa zdobiące ściany nie napawały go nadzieją - książę już na pewności siebie tracił, bowiem błądził już czasu sporo po korytarzach owych bez efektów żadnych, lecz swą wędrówkę samotną kontynuować musiał przecież...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Wielcem rad iż wasze twarze widzę lecz nie czas by o głupstwach radzić . Hrabia ranny jest i pomóc mu w sposób jakiś trzeba - odrzekł Hotek ukazując Elessarowi jakież to ranny ma ich Pan. Mag wymamrotał coś pod nosem i sprawił ,że rany na ciele mości pana zagoiły się. Ruszyli dalej, w głąb korytarza, który z każdą chwilą coraz węższy się stawał iż musieli gęsiego podążać. Szli tak chwil parę aż doszli do komnaty dziwnej. Ów sala wielkością przypominała salę tronową Bojana lecz wyższa się zdawała. Komnata była prawie pusta jeno na środku był stół dębowy i kilka krzeseł też dębowych. - Spocznijmy chwilę by odpocząć chwilę i poradzić cóż dalej począć - rzekł generał do towarzyszy czekając na ich reakcję...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
Bojan zasiadł na jednym z krzeseł. Mimo iż rany zagoiły się, zmęczenie ogromne go gnębiło. - Wiesz waść, jak bardzo w złość wprawiają mnie wasze sztuczki diabelskie - zwrócił się do Elessara, który miejsce obok niego właśnie zajmował - jednakoż trza oddać, iż nieraz życie me i mych kamratów z tarapatów one wybawiły, za co wdzięcznym żem Ci bardzo. Odpocznijmy tu chwilę, gdyż siły nie pozwalają mi iść dalej. Zdaje mi się, iż niedaleko jestemy celu swego - powiedział do swych kompanów, po czym oparłszy się łokciami o blat stołu, oczy swe w półśnie zmrużył.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Książę, gdy kroki swe na szczyt schodów już naprowadził, na długim korytarzu, lica murów, które malowane przepięknie były, się znalazł. Wychyliwszy się przez barierkę, zauważyć było mu dane analogiczny korytarz po drugiej stronie przepaści - a przepaść owa salą jakową tronową się zdała, a na siedziskach znani mu mężowie odpoczywali najwyraźniej. Waćpanowie piknik raczą sobie urządzać? - krzyknął z zadowoleniem w głosie, bowiem ich objawienie, mimo że wysokość od jego korytarza do sali wielką była i zeskoczywszy, raczej zdrapywać jego z posadzki by musieli, wielce jego duszę pokrzepił. Nie czekając na odpowiedź, znów rzucił wskazując w kierunku, w który zmierzał: Myślę, że może dalej idąc w tę stronę spotkać się będzie nam dane i miejsce to prze-klęte opuścić... rad jestem że hrabia cały i zdrowy najwyraźniej. - po czym pełen entuzjazmu ruszył dalej swoją kondygnacją, lecz żadnego w dół zejścia jeszcze nie widział.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Riodrian nie doszedł jeszcze do siebie, po ostatnim ataku furii jego pana. Gdy ulubieniec jego kraken został zgładzony przez "gości" w wieży, którzy nie sprawiać mieli problemów większych. Teraz zdołali wyprowadzić z siebie, największego czarnoksiężnika wszech czasów, dla którego powinny być co najwyżej uciążliwą muchą. Riodrianowi przemknęła przez głowę dziwna myśl, która próbował od siebie odpędzić, czyżby ten wielki człowiek, w którym pokładał tak wielkie nadzieje; po prostu przejawiał strach, a jeżeli tak to, przed czym? Dysponując tak potężnym artefaktem jak misa, która może kontrolować wydarzenia mające miejsce w tajemnej wieży, kto mógłby sprawiać mu zagrożenie? Hrabia, książę, mag i ich podwładni byli teraz razem w jednej z setek sal tej bu-dowli, a pan jego w ogóle nie zareagował. Może się tylko Riodrianowi zdawało, ale obraz w owej magicznej misie stał się jakby bardziej mętny, mniej czytelny. Czy byłoby możliwe że wieża bun-towała się przeciw swemu panu? A jeżeli tak to z jakiegoż to powodu? Z owych rozmyślań, wyrwał go głos, choć słyszał go już tyle razy ciągle napawał go przerażeniem. Jednakże chłopak nic nie zrozumiał ze słów swojego pana, który stal teraz bezpośrednio przy pradawnym artefakcie, mówił (a raczej syczał) w niezrozumiałym języku, gestykulując nad misą. Powietrze nad nim, zdawało się jakoby lekko drgać przesycone magią. Wtem stało się coś dziwnego, czarnoksiężnik zachwiał się jakby trafił na magiczną barierę, potem usłyszeli ryk wściekłości, tak piskliwy i niski, dla ich uszu była to prawdziwa męka. Władca wieży jednym ruchem ręki zniszczył obraz znajdujący się w misie, a wtedy całym pomieszczeniem wstrząsnęło silne trzęsienie ziemi, nie ulegało wątpliwości, że taka sama sytuacja miała miejsce w innych częściach wieży. Nikt prócz czarnoksiężnika nie zdołał utrzymać równowagi, po kilku chwilach wstrząsy złagodziły się ale nie ustąpiły. Wtedy Riodrian zobaczył że misa leży roztrzaskana na posadzce, a z jej odłamków wypływa czerwona ciecz, jakoby krew. To samo działo się w szczelinach w ścianach, które powstały na wskutek trzęsienia. Po chwili wielki czarny mag wyszedł z kopuło-podobnego pomieszczenia w nicość czającą się z wrotami do niej, a za nim jego jedenastka sług.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Potężny wstrząs rzucił księciem, który upadł na posadzkę, i począł krwią broczyć z nosa. Wstał jednak, i spojrzał na towarzyszy, których także owe zjawisko zaskoczyło wielce, jednak wszyscy podnosili się na nogi. Niepokojącym fakt odpadania kawałków sufitu się stał, gdyż niechybnie po wstrząsie siły takiej konstrukcja stropu osłabioną była - a jako że wiele metrów pod ziemią się znajdowali, tragiczne skutki jego zwalenie się by miało. Książę szedł dalej, lecz gdy się obrócił za siebie, obaczył, że schody, którymi dotarł w miejsce owe teraz gruzem zawalone były, odcinając mu drogę odwrotu - i jedyną znaną mu ku powierzchni drogę. Ruszył więc dalej i takoż i uczynili jego kamraci na dole, którzy wyprzedzili go i do pomieszczenia z którego posoka istną rzeką wypływała weszli, i najwyraźniej goniąc za kimś poczęli - w tym momencie książę ponownie z oczu ich stracił, więc rzucił się pędem przed siebie, i po chwili na krużganek jakowy wbiegł, okalający dziedziniec - ten sam, przez który dotarł w to miejsce. Schował się za ścianą, gdy zauważył, że chmara nieznajo-mych ludzi - pewnikiem adwersarzy jego - na ów dziedziniec wyzionęła, a za nimi słychać było tupot innych stóp - pewnikiem jego towarzysze w pogoni się rzucili. Książę stał w oczekiwaniu na nich - zamiaru rzucać się samobójczo na tłum nie miał...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
Bojan miecz zza pasa wyciągnąwszy, gonił przed siebie ile sił w nogach i ciele posiadał. - Nie skończyli gry, wyjścia drugiego z sytuacji szukają - krzyknął Hrabia w kierunku swych towa-rzyszy, którzy biegli przed nim. - O czym prawisz, Hrabio? Jakaż to gra się odbywała? Z jakiej sytuacji próbują wybrnąć te człeki przeklęte? - zapytał w biegu wyraźnie zdezorientowany Elessar. - Nie jest to w tej chwili istotne - rzekł Hrabia nie zaprzestając pogoni. Magowie tuż przed nimi biegli, wyraźnie tracąc na siłach, mimo to również nie zatrzymywali się nawet na chwilę - w tej chwili istotnym jest, aby zatrzymać ich i nie dopuścić do dokończenia rytuału przyzwania. Jeśli do tego dojdzie, los nasz przesądzon będzie i nie uratuje nas żadna siła boska. Jeśli czart z piekielnych czeluści, Baphomet, przyzwanym zostanie, żywota swego dopełnimy w mę-czarniach okrutnych, tako my, jako i wszyscy niewierni w kasztelu. Grupa Bojana już widziała wrogich magów tuż przed sobą. Nagle jednak oponenci biec przestali i w stronę szlachcica się obrócili. Dziwne ruchy zaczęli wykonywać rękami, po czym pojawiła się przed nimi potężna chmura dymu, za którą zniknęli. - Straciliśmy ich... Biada nam...
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Biegli i biegli przez zawalające się korytarze tajemnej wieży, ze swoim mentorem na czele, który jednym ruchem ręki powstrzymywał odłamki sufitu walające im się na głowę. Po kilkunastu minutach, Riodrian spostrzegł, iż ktoś ich goni. W tym samym momencie owy wielki czarnoksiężnik okazał jedną z najbardziej człowieczych cech, po prostu się potknął. - Panie! - rozległ się przytłumiony przez wstrząsy głos jednego ze sług - Co się stało?! - Iluzja! Szybko! - odpowiedział tak im znany niski dźwięk, ale teraz był taki inny, jakby oderwany z tego świata. Wtedy pięciu braci Riodriana zaczęło wykonywać rytualne gesty rękami, mrucząc coś pod nosem. Wokół czarownika i jego towarzyszy pojawiła się nieprzenikalna chmura dymu, która oddzieliła ich od nieprzyjaciół. - Wy dwaj - mroczny pan, wskazał na dwie zakapturzone postacie, które wcześniej pomagały w wyczarowaniu bariery - Za mną do sali z pentagramem! Reszta... wiecie, co robić... I wraz z wybranymi przez siebie magami, zniknął za chmurą, która powoli opadała ukazując Riodrianowi swoich przeciwników...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Chmura przez wrogów jego przywołana znikła w paru oka mgnieniach, jednak zauważył, że stop-niały adwersarzy księcia szeregi - bowiem tylko dziewięciu teraz mógł się doliczyć. Pięciu przeciw dziewięciu - szanse za wystarczająco wyrównane uważał, toteż zarówno wrogom, jak i sprzymie-rzeńcom zdziwienie wielkie się udzieliło, gdy książę z wysokiego krużganku zeskoczył, mieczem na najbliższego przeciwnika się zamachując - jednak kilku z nich magii użyło niszczycielskiej, lecz dopiero wtedy zrozumieli swój błąd, gdy książę rozprysł się w powietrzu, a z głowy jednego z ich pobratymców puginał wystawał - i padł człek ów na posadzkę bez życia, a rozwścieczeni wrogowie pluli sobie w brodę, iż iluzji tak oczywistej nie przejrzeli, a książę prawdziwy znów gdzieś na kruż-ganku schronienia szukał, wzroku ich skutecznie unikając. Rzut celnym być się okazał, a Dragomir ową sztukę od szpiega wrogiego kiedyś się nauczył, obiecując darować mu życie w zamian - i słowa dotrzymał, lecz pożytek z bezokiego w tej profesji raczej żaden. Teraz wielce rad był z faktu opanowania tej umiejętności, jednak, jako że noży więcej nie miał, jeno zerkał zza rogu i oczekiwał na towarzyszy swych, którzy niechybnie zaraz zaatakują oponentów jego...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
- Osłaniajcie mnie panowie! - krzyknął Bojan do towarzyszy swoich, biegnąc za czarownikiem i dwoma poplecznikami jego. Reszta drużyny jego została by wraz z Dragomirem z resztą wrogów się uporać. Zmęczenie ogromne dawało się wszystkim we znaki. Możnowładca biegł co sił, doganiając powoli grupę oponentów, którzy jednak skręcili w jeden z wąskich wyjątkowo korytarzy i przekroczyli podwoje ogromne.
Bojan biegł przed siebie, omijając kamienie i klejnoty z sufitu i ścian spadające wprost pod nogi jego. Cały był poharatany od licznych odłamków, które co raz to raniły jego ciało. Gdy dobiegł do wrót, za którymi zniknął mag ze swoją świtą, zamknięte je zastał.
Usiadł przed nimi na posadzce i ukrywszy twarz w dłoniach, mruczeć coś pod nosem począł...
- Nawet jeśli wejdę, to i tak sam niewiele zdziałam. Czekać mi dane na towarzyszy moich. Ufam jeno, iż naprędce sobie z wrogiem poradzą...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
Jeden z magów miotał kulami z ognia lecz ów strzały nie celne były. Generał zbliżał się powoli, krok za krokiem w stronę owego miotacza lecz ten przyuważył iż się wróg jego nadchodzi . Zamachnął się i kulą ogromną rzucił w stronę Hotka lecz ten w ostatniej chwili na podłogę się rzucił. Najszybciej jak mógł podniósł się z posadzki i pobiegł w stronę maga wyciągnął miecz, którego na plecach miał utwierdzonego i jednym ale potężnym ciosem łeb wrogowi strącił. Nie krew lecz czarna maź poczęła tryskach ze szyi. Generał przetarł twarz i rozglądał się na walkę swoich towarzyszy.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Dragomir wspaniałemu pokazowi fechtunku przez generała wykonywanego się przyglądał z podziwem, lecz zauważywszy, iż działania wrogów jego są całkowicie skoncentrowane na jego towarzyszach, za okazję do ataku kolejnego to uznał. Jeden z adwersarzy wycofywał się i czar jakowy najpewniej zaczynał, lecz na nieszczęście swoje do krużganku niebezpiecznie się zbliżył. Jako szansę na dołączenie do kamratów to zdarzenie pojmując, książę wyskoczył z balustrady prosto na niedoszłego magika, przytwierdzając go do posadzki, a dźwięki jego kości pękających dla uszu szlachcica muzyką były. Upadek amortyzowany przez czarownika pozwolił księciu inicjatywę przejąć, i widząc, że ów mag leży bez ruchu, za wyeliminowanego go uznał i pchnięcie w plecy niespodziewającego się przeciwnika wykonał z rozbiegu, że aż czubek ostrza na drugą stronę przeszedł, pewnikiem płuco przebijając - zaparłszy się butem, ostrze szybko wyszarpnął, a przeciwnik z bólu się zwinął. Książę mieczem swym teraz się zasłonił, gdyż uwagę na niego inni wrogowie zwrócili, a że przewagę liczebną nadal mieli, dostojnik ostrożności wielkiej nabrał i pozwolił towarzyszom swym uderzyć na przeciwników, którzy w chwili obecnej rozproszonymi po całym dziedzińcu byli.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Taa... wreszcie coś dla mnie. Elessar uśmieszek łotrzyka przybrał na swa twarz. Stał chwilę krótką, przyglądając się jak towarzysze jego, razem zebrani wszyscy nareszcie, sługusów maga zabijają. Wtedy to szeptać zaczął pod nosem długie zaklęcia. Wiatr zebrał się na całym dziedzińcu, podwiewając jego szatę i rozpadał się rzewny deszcz. Wokół mrok panował. Taka pogoda mu odpowiadała całkowicie. Podszedł trochę do wrogów i wyciągnął ręce przed siebie, z których wystrzeliły pło-mienie. Dwóch łotrów rzucało się chwilę, parzeni ogniem strasznym i upadło wreszcie na bruk.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Zawrzała walka, Riodrian nie wiele widział, a raczej niewiele widzieć chciał. Koło niego walało się kilka bezwładnych ciał, choć nie sprawdzał czy to wrogowie czy jego bracia. Wiedział jedno; nie może dopuścić, by ta zgraja bohaterów przeszkodziła jego panu. Jeżeli tak by się stało, wszystko czemu poświęcił swe życie nie miałoby sensu. I wtedy wpadł mu do głowy szalony pomysł, po-święcić swe życia, skoro już raz to zrobił oddając się na służbę czarnemu panu, czemu nie ma się uwolnić od tej marnej cielesnej powłoki. Zna słowa zaklęcia, które może przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Bez większego zastanowienia, wyciągnął swój srebrny sztylet zza pazuchy, przyłożył jego czubek do serca, zamknął oczy, przez które, niczym błyskawica przemknęły obrazy z całego życia. Po czym szepnął coś i zanurzył broń w swoim ciele, zaraz po tym padł bezwładnie na ziemię. Nie minęła minuta, gdy z jego ciałem zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ręce zaczęły się wydłużać, natomiast nogi kurczyć, wszędzie schodziła skóra ukazując mięśnie i kości. Teraz nagie ciało zaczęło pokrywać się dziwną granatową substancją, przypominająca bardzo gęsty smar. Paznokcie zamieniły się w długie szpony, a zęby w przerażające kły, gałki oczne wypełniły się żółcią i jaśniały w ciemnościach. Ghul powstał, by zadać swoim przeciwnikom ostateczny cios.
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- A niech go całe piekło pochłonie! - wyrzucił Hotek widząc stworą potężnego i odrażającego miotającego się po komnacie. Generał już chciał się na niego rzucić lecz przyuważył iż magowie owi bro-nią go z całych sił swoich. Musimy wyeliminować magów by móc się dobrać do tego stwora! - oznajmił towarzyszom i sam owładnięty już furią walki rzucił się z mieczem na pobliskiego czarodzieja. Mag wymamrotał jakiś czar i spod jego rękawa wyłonił się miecz który spowity był jakąś osłoną. Generał podbiegł do maga, wziął silny zamach chcąc przedzielić go w pół lecz ten odparował uderzenie i kontratakując wbił mu swoją magiczną klingę w lewe przedramię. Hotek upuścił swój dwuręczny miecz i upadł. Mag uniósł swój miecz nad głowę generała chcąc dzieła dokończyć. I gdy już miał brać ostateczny zamach Hotek dobył prawą dłonią sztyletu w bucie ukrytego i cisnął sztylet prosto w serce piekielnego sługi unikając tym śmiertelnego uderzenia . Mag upadł na podłogę jeno dym i zapach siarki się z niego wydobył. Generał leżał jeszcze chwile na posadce próbując tamować krwawienie. Gdy już rana nie brodziła tak obficie krwią wstał i uniósł magiczną klingę już martwego maga. Cofnął się kilka kroków do tyłu by swych towarzyszy asekurować w walce jaką toczyli z magiem i ghulem...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Na placu boju jeno on i towarzysze się ostali przeciwko ostatniemu magowi i potworze jakiej mrocznej, gnijącej i trupa wyglądem przypominającej. Książę jednak globalnie myśleć się nauczył w czasie rządów swych i o mości hrabim nie zapomniał - a ów przecież rzucił się w pogoń za trzema pozostałymi i pomocy pewnie mu trzeba, więc zakładając, że obecni poradzą sobie, rzucił do Elessara: - Monstra takie to waszmościa domena... - po czym pędem pobiegł w ślady Bojana, śladami butów posoką na posadce namalowanych w końcu docierając do odrzwi jakowych i przyjaciela swego przed nimi siedzącego. - Cóż to, zamknięte? - faktycznie było, toteż książę miecz swój odłożył, hrabiemu odsunąć się kazał, i skupił się w sobie - po czym energię nagle wypuścił - i zawiasy w proch się obróciły, a potężne drzwi z hukiem uderzyły o posadzkę. Uzbroiwszy się ponownie, spojrzał ponad tuman kurzu, który wzniósł się od tego uderzenia, i swoją zwierzynę wprawnym łowcy okiem zobaczył - wszyscy trzej na okrągłej wysepce pośrodku mostu jakowegoś stali, penta-gramem z krwi wymalowanym zdobionej. Jakiś rytuał zdawali się odbywać, lecz obecność szlach-ciców niezauważoną być nie mogła - toteż w milczeniu wobec szumu wody pod mostem płynącej, dwóch towarzyszy powoli ruszyło, by ostatecznie rozwiązać czarownika wrogiego kwestię.
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
Generał, choć ranny toż nadal do walki zdolny. Widząc Elessara walczącego z oślizgłym ghulem zostało mu tylko ostatniego z magów ubić. Hotek stanął na wprost niego i czekał na jego posunięcie. Ten krzyknął i cisnął w stronę generała piorun, lecz ten korzystając z magicznej klingi owy strzał odparował. Generał zdumiony mocą miecza ruszył na maga, lecz ten korzystając ze swych podłych sztuczek stworzył ścianę magiczną. Hotek próbował się przebić, lecz efektu to nie dawało.. Może i tym razem się uda... Pomyślał, cofnął się o krok i potężnym zamachem miecza tarczę ową w pół przeciął. Mag spróbował jeszcze czaru użyć, lecz nie zdążył gdyż jeno świst klingi usłyszał... Czarodziej leżał martwy. Wierzę, że poradzisz sobie Elessarze! - krzyknął i pobiegł za Dragomirem...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Czarostwa jakieś rytualne wrogowie ich odprawiali, czuć to było - kres ich niecnym zamiarom położyć chcąc, książę cegłę oderwaną w rękę ujął i rzutem pięknym zamachnął w stronę jednego z nich. Gdy tylko na odległość niewielką pocisk ów dotarł, błysk oślepiający pomieszczenie oświetlił - a cegła w pył się obróciła, i dopiero teraz towarzysze kopułę magiczną magów okalającą zobaczyli. Szczęśliwie, generał już dołączył do nich, więc uznawszy, iż wystarczyć taki skład osobowy musi, do szarży ruszyli, a Hotek na szpicę się wysunął, ostrzem owym tarczę ową magiczną przeciął, i przedostać już na drugą stronę opoki owej. Obrotu wydarzeń takowego wrogowie ich najwyraźniej się nie spodziewali, bowiem widać było, iż nie wiedzą, co czynić - i ta rozkojarzenia chwila towarzyszom wystarczyła, by krwią jednego z adwersarzy podłogę zbrukać, a ciało jego z gardłem prze-ciętym zrzucić z mostu. Dwóch pozostałych postawę obronną przyjęło i sztuki swej piekielnej używszy, z nóg hrabiego zwalili - lecz widać było, iż z sił magicznych opadają - pewnikiem rytuał niedokończony osłabił ich wielce. Dragomir okrążać oponentów począł, a kamraci jego frontem ku czarownikom zmierzali - i niedługo potrwało, gdy mości hrabiego klinga niskim łukiem kolana ostatniego z popleczników czarnoksiężnika zdruzgotała, i cięcie kolejne głowy go pozbawiło. Przywódca magów, któren teraz już komu przewodzić nie miał, ostatni ruch w akcie desperacji wy-konał, i energii wielka fala od niego bijąca przetoczyła się po pomieszczeniu, z nóg i hrabiego, i generała zwalając i aż do odrzwi odrzucając - lecz książę, który flankując, przy akcie owym magicznym przy balustradzie znaleźć się miał nieszczęście, jeno miecz swój na posadzce i plusk wody po sobie pozostawił, i widać było jak z rwącym potokiem walczyć próbuje - lecz walka to była daremna. Czarownik uśmiechnął się, i taką przewagę mając nad przeciwnikami, do ucieczki się rzucił - lecz sztuka jego przeciw niemu się obróciła, bowiem siła, którą wyzwolił na tyle niszczycielską się okazała, iż i sufit, i mostu podpory przed nim walić się poczęły - i czar, który na wycofanie miał mu pozwolić, właśnie mu tę możliwość odebrał. Mag obrócił się ku swym przeciwnikom, nadziei resztki tracąc - lecz poddanie się możliwością dla niego nie było...
 
Status
Zamknięty.
Do góry Bottom