Gra - Opowiadanie Gildiowe Buntowników

Status
Zamknięty.

tomisakis

Whiskas
VIP
Dołączył
11.1.2009
Posty
1536
Tomisakis wystąpił z szeregu, stanął obok Nekromanty i powiedział z zadowoleniem - Oczywiście, wielmożny Elessarze, twe słowa będą dla mnie rozkazem, a towarzyszenie tobie będzie dla mnie ogromnym zaszczytem Panie. Tomisakis ruszył za Elessarem w gąszcz drzew. Po kilku chwilach Strażnik krzyknął wystraszonym głosem W tych krzakach coś się porusza!. Wtedy wielmożny Nekromanta Elessar uspokoił nerwowego Strażnika słowami Spokojnie, tosz na pewno jeleń lub inny zwierz. Ruszyli dalej, a Tomisakis cały czas czuł na swych plecach czyiś wzrok, lecz nie chciał swego towarzysza niepokoić.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Ów Elessar albo potężnym bardzo musi być lub nazbyt pewnym siebie... cóż dwóch może poczynić przeciwko tuzinowi przeciwników, którzy podstępem działają i pewnie mistrzami perfidnych zasadzek są. Trudno, generale, ruszać trzeba - prostopadle ku ich dróżce pójdziem, coby tego samego obszaru nie przeszukiwać. - i wyruszyli w bor, lecz nazbyt gęstym dla koni się okazał, które też dziwnie płochymi odkąd wkroczenia w las się stały. -Z koni, ludzie, tędy nie przejedziem. Armandzie, giermku mój, weź dwóch ludzi i rozbijcie obóz, koni pilnując gdy my ruszymy dalej. - zaordynował książę, miecz swój na plecy na płaszcz zarzucił, kaptur założył - przysparzając sobie wyglądu bardziej kłusownika niż kogoś jego stanu i wyruszył wraz z resztą drużyny przez gąszcz. Po drodze wzrok jego przykuły ruiny jakoweś, murów pozostałości do żadnych, które widzieć wcześniej miał okazję niepodobne. -Cóż to? - spytał żołnierza jakowegoś -To ino jakieś bambulce, mój panie, mędrcy mawiają, że to jaka dawna cywili... cywlicacja ostawiła, ale jakom żyje to ani od babki o innych ludach tutaj nie słyszał ni sam nie widziałem - dotarli do jakiejś leśnej, wydeptanej ścieżki, prowadzącej głębiej w las. Już zmierzchało, ale szli dalej. -Generale, aż dotąd nasze poszukiwania efektów przynieść nie raczyły, ideę jakąś macie, cóż poczynić by skuteczniej szło?
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar był pewny siebie. Dzięki temu nie bał się, a strach paraliżuje przecież ciało i mami zmysły. Nie mógł na to zezwolić. Musiał mieć kontrolę nad ciałem swoim. Razem ze strażnikiem, który ochoczo przystąpił do wędrówki i jednym z giermków zamkowych, Ronaldem zwanym, który w chwili ostatniej przyłączył się do maga, przemierzali las, mroczny i gęsty niespotykanie. Elessar wyczuwał strach i napięcie, panującego wśród towarzyszy jego. Sam był jedynie gotów stale na pułapkę i potrzebę walki. Co czas jakiś zerkał na grupę księcia i generała. Później jednak stracił ich z oczu swoich. - Nie wolno się bać. Strach zabija duszę... - Zaczął recytować szeptem. Przerwał, gdyż swymi wyostrzonymi zmysłami usłyszał chrzęst gałęzi i wypatrzył w oddali kilka ognisk i ludzkie kroki. Lekkie, acz nieostrożne. To nie mógł być książę. Ruchem ręki ostrzegł swych towarzyszy i pomaszerowali w tym kierunku najciszej i najostrożniej jak mogli tylko.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
- Pan jest genialny - pomyślał w duchu Riodrian, gdy wraz z magiem i jakimś podrzędnym wojskowym przeczesywał gąszcz w poszukiwaniu samego siebie. - Widać że fałszywe ślady dobrze spisują się w swojej roli, gdy oni będą przeczesywać las moi bracia przejdą do następnej fazy planu. Riodrian, teraz znany jako nadworny giermek Ronald z łatwością dołączył do ekspedycji poszukiwawczej. - Kiedyś, co prawda giermkiem być chciałem - chichotał w duchu, przyglądając się bezowocnym poszukiwaniom swoich towarzyszy. Nagle, mag zwany Elessarem zauważył coś w zaroślach (choć rzekomy giermek niczego nie spostrzegł). Z każdym krokiem zbliżającym ich do tego miejsca, można było zauważył płomienie radośnie tańczące w ognisku. Wokół którego siedziała grupka wieśniaków w o osmolonych twarzach i ubraniach. - Panie! - Krzyknął jeden z nich, gdy zauważył maga i jego towarzyszy - O.. oni, zniszczyli wszystko. Zabili prawie całą moją rodzinę, moja córka jest ciężko poparzona! Pomóż panie...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Nie wiem, mości książę... żadna myśl porządna nie przychodzi mi do głowy, co by zrobić by pana odnaleźć. - Rozkaż ludziom obóz rozłożyć by spoczęli, iż zmęczenie po ich oczach widać... - rzekł patrząc ze współczuciem na świtę księcia Dragomira. - Ja pójdę dalej w las, by upewnić się, że tu bezpiecznie. - Oznajmił, poczem wziął rozpaloną pochodnię, przywdział kaptur i ruszył w stronę lasu lecz po chwili zatrzymał się i spytał się: - Mości panie a może i ty ruszysz ze mną... We dwóch zawsze raźniej i bezpieczniej...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Zaiste racja po stronie generała była - każden jeden z ludzi księcia nazbyt suto ugoszczon na zamku hrabiego był, toteż trudy wyprawy wielkimi się okazały dla nich. - Przeciwnie do świty mojej, sił jeszcze mi nie brak, więc naturalnie będę wam towarzyszył generale... a może poszczęści nam się i mości hrabiego odnaleźć nam będzie dane? - rzekł Dragomir, po czym maszerował ramię w ramię przez las. Wiele kroków postawić nie zdążyli, a znów oczom ich ukazane zostały ruiny marmurowe, takie jak i wcześniej okazję mieli zobaczyć. Blade światło pochodni rozświetliło największy kawałek muru, który ostał się w tym borze, a który zdobion jakową ryciną był, a przedstawionym na niej pełna splendoru i glorii forteca była - linie murów, barbakanów, szpice baszt i blanki widać było w chwale, a w centrum twierdzy ponad to wszystko wystawała wieża, ogromem swoim zadziwiająca. Pokąd żyję, żadnych takich obrazów na tych pozostałościach nie widziałem... - rzucił generał z niepokojem w głosie. Rzęsisty deszcz nie ustawał, co więcej zdawał się wzbierać na sile co mgnienie oka. Głucha i ciemna noc ich ogarnęła gdy ulewa pochodnię ich zgasiła, a odejść od obozowiska już zdążyli kawałek. Niesposobnym było w takich warunkach jakikolwiek ogień rozpalić, toteż żadnego znaku, skąd przyszli, nie było im dane. Mimo takiego obrotu sytuacji, postanowili podążać dalej - pozostanie na miejscu celu żadnego nie realizowało, więc niezrażeni faktem bycia zagubionymi kontynuowali swój marsz. Im głębiej się zapuszczali, tym owych budowli pradawnych jakby się namnożyło, i pokrótce już stąpali po brukowanej ścieżce, a klingi ich błyskały w blasku księżyca. Książę odczuwał dziwne mrowienie i moc tego miejsca, ale dla siebie to zachować postanowił. W prześwicie coś błysnęło - lecz piorun to nie mógł być, gdyż żaden grzmot mu nie towarzyszył - a także ziemia drżała pod ich stopami. Niepewni siebie, przyspieszyli kroku. Wielkie zdziwienie ich ogarnęło, gdy błogosławion ich wzrok widokiem kilku ostatnich kondygnacji wieży, wystającej po prostu z ziemi był. Przystanęli przy otworze - okiennym pewnikiem - książę ujął swego bastarda w dłonie, i cichym głosem rzucił do generała: Cóż, poszczęścić wielce nam się musiało - jeśli nawet mości hrabiego nie znajdziemy tutaj, wielcem rad zobaczyć bym był cóż to za konstrukcje przedziwne skrywa ta ziemia.. wejdziemy do środka? - zapytał on generała, który owej budowli na oczy najwyraźniej w życiu nie widział i wielce zdziwionym był.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Kiedy szli trójką przez las, w stronę ognisk, Tomisakis odciągnął maga na chwilę. - Panie, chciałem o czymś porozmawiać. - Uszli trochę w bok, zostawiając giermka samego. Pochylał się, jakby badał ślady. Po chwili marszu strażnik hrabiego rzekł: - Panie, nie podoba mi się ten giermek cały. Dziwny on jakiś, tak niespodziewanie do naszej grupy dołączył. Na dodatek widzę, że czasem w myślach zapomina się i wtedy uśmiecha przebiegle. A co jeśli to jeden ze sługusów wroga naszego, który jaśnie pana hrabiego porwał, a którego umysł wyczuwasz? Elessar zastanowił się przez moment. Popełnił błąd. Pewien był, iż książę Dragomir swoją świtę sprawdził dokładnie, że zna ich wszystkich i miejsca na zdradę tu nie ma. Nie mógł jednak niepokoić swojego towarzysza, wystarczająco był on już zlęknion. - Spokojnie, Tomisakisie. Twoja teoria możliwa jest, lecz pamiętaj stale, że nie tylko wrogowie nasi mają w swych szeregach potężnego i inteligentnego maga. - Choć Tomisakis próbował to ukryć, Elessar ujrzał w jego oczach delikatny błysk podziwu. Odwrócił się i wrócili do dziwnego giermka, po czym poszli dalej za błyskami ogniska. Kiedy dotarli, wieśniacy poruszyli się i podbiegli do nich. Zdenerwowani byli i zmartwieni niezwykle. Jeden z nich począł opisywać Elessarowi zdarzenie: - Panie... zbójów kilkunastu napadło na nas i domy nasze... wśród nich jeden czarostwa uprawiał, pioruny mu z rąk trzaskały... wszystko straciliśmy, dobrze że nie zabili nikogo, choć córa moja, panie, poparzona ciężko... a na odludziu mieszkaliśmy, w kilka rodzin jeno. Nie atakowali nas specjalnie, widać było, że po drodze do nas przyszli. Ubrania żołnierza nosili, choć lekkie i biedne trochę, jak giermka jakiego może... - ustał wtedy i począł zastanawiać się przez chwilę. Wtedy Elessar podszedł do młodej dziewczyny leżącej na kocu z dala trochę od ognia, którą wieśniak za córkę swoją podawał. Obejrzał dokładnie jej twarz. - Nie jest to ciężkie poparzenie. Wieśniak przesadził trochę, trudno dziwić mu się, w końcu to dziecko jego szeptał. Tomisakisie, dajcie mi torbę moją. - Strażnik zdjął z konia tobołek i podał go nekromancie. - Może to... -Wygrzebał pudełko z kilkoma fiolkami. Wziął jedną, wylał trochę na rękę, po czym maczał palec w tej mazi i delikatnie począł mazać po miejscach ogniem dotkniętych. Słychać dało się cichy bardzo dźwięk, podobny do syku gdy kowal rozżarzoną stal do wody wkłada. - Do rana zapalenie zniknie, potem dwa księżyce miną i na twarzy ledwie jaki ślad będzie myślał. - Wstał i już miał do ojca dziewczyny mówić, gdy ktoś z grupki chłopów krzyknął: - To on!!! Panie, zbójcy ubrania takie właśnie nosili! - A mówiąc to, na giermka Ronalda wskazywał. Wtedy ten rzucił się w gęstwinę lasu. Strażnik Tomisakis nie zawiódł i popędził za nim, zimną krew zachowując. - Ty psie... - Warknął Elessar i w ostatniej chwili z torby dziwną klingę wyjmując, jakby od miecza dawnych elfów, rzucił się w pogoń za zdradzieckim giermkiem.
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- No cóż, sprawdzić trzeba co kryją te budowle naszych przodków. - Oznajmił generał i pierwszy do wieży wszedł a książę Dragomir za nim w krok . Gdy weszli do środka mowę im odjęło z zachwytu na widok jaki ujrzeli, gdyż weszli do komnaty która była zdobiona w każdym detalu srebrem, złotem i wszelkiego rodzaju kamieniami szlachetnymi. Na ścianach obrazy przecudne ukazujące wojowników potężnych którzy w pradawnych czasach o pokój walczyli na tych ziemiach. Zachwycali się okrutnie i nic nie zmąciło by tego gdyby nie dziwny dźwięk wydobywający się z jednego krętych korytarzy... - Chodźmy Generale! Ale najciszej jak to możliwie. - Rzekł miłościwy Dragomir i podążyli za pogłosem wydobywającym się z jednego zaułka sali...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
- Przebóg, korytarze owe zdają się do samego ziemi wnętrza prowadzić - rzekł książę, gdy światło z okien ponad gruntem opuszczać ich zaczęło. Skupił się w sobie i rękę wyciągnąwszy, kulę światła utworzył u swych stóp, rzucając bladą poświatę na inkrustowane ściany. Szli po przeciwnych stronach korytarzyka w stronę błysków tajemnicą owianych. Miarowy ich oddech jedynym dźwiękiem towarzyszącym im był - póki uszu ich nie dobiegł bliski posadzki trzask, która pod generałem załamała się, i któren na niższą kondygnację korytarza spadł. Oszołomion trochę, nie zareagował gdy Dragomir pomocną dłoń wyciągnął, lecz gdy otrząsnął się po upadku, za późno już było, bowiem bies jaki pewnikiem bytował na dole, i nogi generała macki oplotły, odciągając go z prędkością wielką ku nieznanemu. Książę, wielce zaniepokojony owym wydarzeń obrotem, postanowić jednak kontynuować w stronę, w którą wcześniej kierowali się - ufał, że jeśli generał nie podoła czemukolwiek tam w dole, i on by za wiele nie zdziałał. Nie przeszedł wielkiego dystansu, gdy tupot stóp wielu usłyszał, i pragnąwszy konfrontacji jakowej uniknąć, światło zgasił i niby kameleon w otoczenie się wtopił, przywierając do ściany i oczekując na ruch oddalonych od siebie postaci, spowitych światłem tajemniczem. Sam generał tymczasem, mimo usilnych starań mieczem oswobodzić się od potwory, ranić nawet jej się nie zdawał. Pokrótce macka wyrzuciła go z siłą wielką do jakowej sali wielkiej, uderzając o ścianę potężnym generałem, który bólem porażon przytomność potracił, a jedynym widokiem który oczom jego się ukazał był czarownik jakowyj i hrabia uwiązan obok niego, na balkonie powyżej pomieszczenia stojący...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Cóż to do diabła .... mój łeb... o ku... - Klnął pod nosem generał tuż po ocknięciu się, nie wiedząc do końca co się przed chwilą stało. Generał otrząsnął się i próbował ruszyć ręką lecz nie mógł, iż miał je spętane. Gdy uzbierał trochę siły próbował się z pnączy go uciskających wydostać lecz im bardziej się szamotał tem mocniej był uciskiwany . - Do ciężkiego licha! Tak się raczej nie wydostanę, trzeba spróbować inaczej... ale chwila... - Przerwał monolog gdyż ujrzał brutalnie poturbowaną postać, która była uwiązana na łańcuchem i zwisała z jakiegoś balkonu. To nie możliwe ... to nie może być on... Kłócił się w myślach nie chcąc przyznać sobie racji . - Panie mój! Panie! wykrzykiwał Hotek próbując zbudzić swego pana lecz nie dawało to skutku. Siedział tak wiele czasu próbując dobyć sztyletu który z chowany był w bucie by po chwili usłyszeć kroki dobiegające zza ściany. Położył się udając nie przytomnego i czekał na dalszy rozwój wydarzeń..
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar tymczasem ścigał po lesie gęstym i mrocznym zdrajcę, który za giermka się podawał. Kiedy ten przystanął, mag również czas miał wreszcie na złapanie oddechu jakiego, bo choć kondycję bardzo dobrą miał, to tak długi bieg każdego by zmęczył. Ponownie spojrzał na swego towarzysza, który zdawał się zmęczonym być już. Wyszeptał słowa jakieś dziwne nad elficką klingą, z której miecz dostojny wysunął się powoli. - Dziesięć wiosen już, odkąd gom nie używał... Nie lubował mieczem walczyć. Ale czuł, że potrzeba i powinność teraz będzie ku temu, wobec których zachcianki niczym są. Zapatrzony w zdrajcę, teraz dopiero dostrzegł ruiny, do których się zbliżyli. Pośród nich wieża potężna i majestatyczna stała, lecz czuł mrok, jaki w niej panował. Ruchem ręki przywołał Tomisakisa. - Od tej pory musimy razem iść. Zdrajca zapewne zna ową wieżę, być może domem mu ona. Musisz być bardzo ostrożny. - Wojownik potwierdził że rozumie skinięciem głowy. Elessar rzucił miecz przed siebie i pozwolił mu cicho upaść na grubą warstwą liści, jaka leżała pod skarpą, na której stali. Zeskoczyli obaj, mag pochwycił swój miecz i wśród ruin pomaszerowali do tajemniczej, pradawnej wieży.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Tymczasem Riodrian kucał przy jednym z prastarych dębów rosnących w tymże lesie, nie robił tego z powodu zmęczenia; po prostu tryb życia jaki przez te kilka tygodni prowadził, wywołał u niego chorobę o bardzo rzadkiej nazwie. Dziękował w duchu iż mag i jego pomocnik zaprzestali pościgu, chłopakowi niezbyt uśmiechał się bieg z objawami jego choroby. Bądź co bądź, chyba wykonał swoje zadanie; celem jego było zwabienie wszystkich przydupasów Hrabiego do wieży jego pana, co też bez cienia wątpliwości uczynił. Gdy dolegliwości Riodriana przestały tak natarczywie dawać o sobie znać, ten złapał garść liści w chyba dość wiadomym celu, po czym wstał i pogrzebał w małym pokrowcu przyczepionym do jego pasa. Po chwili chłopak wyciągnął mały, pierścień z osadzonym w nim czarnym kamieniem, następnie założył go na prawy kciuk i okręcił trzy razy wokół palca. Ogarnęła go ciemność, ze wszystkich stron coś zaczęło na niego mocno napierać, wypychając resztki powietrza z jego płuc, jakoby wielki ogr ściskał mu klatkę piersiową, gałki oczne zostały wepchnięte w głąb oczodołów, bębenki uszne w głąb czaszki, aż nagle wszystko ustało. Riodrian otworzył oczy i spostrzegł że jest w jakimś dziwnym pomieszczeniu; coś jakby środek kopuły, w której w samym środku na podwyższeniu stała kamienna misa a wokół niej jedenaście osób. - Witaj, Riodrianie, podejdź do nas - rzekł ten sam przeraźliwe zimny i piskliwy głos, co tamtego ranka na polanie (choć tym razem chłopak się nie wzdrygnął) - Wybacz że nie zaczekaliśmy na ciebie z rozpoczęciem gry, Shawn wykorzystał już swój ruch; zafundował naszym gościom przedsmak tego co ich czeka. Riodrian powoli podszedł do misy, gdy przed nią stanął wyrosła na niej ta sama wieża w której teraz się znajdował. Widział wszystko, od terenów jej otaczających po podziemne tunele. Przyglądając się dokładnie, w pewnej sali zauważył trzy postacie, rozpoznał w nich; Hrabiego Bojana i dwóch towarzyszy z niedoszłej ekspedycji. Hrabia był w tym samym pomieszczeniu z jednym nich, natomiast drugi przywierał całym ciałem do ściany w jednym z tuneli. Do misy zbliżyły się dwie postacie, których sam chłopak nie rozpoznał, jedna z nich wypowiedziała kilka słów w nieznanym Riodrianowi języku, po czym rzekła już wspólną mową. - Mości Książę Dragomirze, zobaczmy czy twa wola na tyle silna jest, by oprzeć się zdradzieckim na nią wpływom banshee - po tych słowach zamilkła i wróciła na swoje miejsce, a zdezorientowany chłopak ujrzał pojawiającą się znikąd zjawę o kobiecych kształtach, tuż obok władcy Dragomirii. Druga z postaci wyciągnęła zza pazuchy szmacianą lalkę i położyła ją obok hrabiego i generała. Laleczka zajaśniała blado niebieską poświatą i przybrała kształty samego Bojana. Owy fałszywy hrabia powstał, podchodząc bliżej do dwóch spętanych postaci. - Trzy ruchy zostały wykorzystane, gra toczy się dalej...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Książę niejedną wiedźmę w życiu swym upolował, toteż gdy piękna kobieta się pojawiła a umysł jego chęć pomocy niewieście przepełniła, bez zastanowienia ciął mieczem, a gdy ostrze przeszło przez zjawę niby przez powietrze a ona sama krzyk straszliwy z siebie wydobyła, żadnych wątpliwości już mieć nie mógł. Potwora jaka to była, oszołomion silnie książę zaklął szpetnie, lecz umysł swój zdołał na zabójcze wpływy ducha zamknąć niby wrota, i zrobił to, co zawsze skutecznym wobec czarowników się okazywało - bastarda swego mocą wyssaną z esencji tego miejsca zaklął, i szybkim cięciem w ten sposób straszydło zranić był zdolny. Upiora spodziewać takiego wydarzeń obrotu nie mogła, i pazurami swemi w szale Dragomirowi po twarzy przejechała, raniąc dotkliwie, acz niestety dla niej niezbyt skutecznie - kolejny wymach szlachcica z udręki żywotu ponownego ją wybawił, tam skąd przybyła ją odsyłając. Książę oparłszy się na swym wiernym ostrzu, oddychał ciężko bowiem nigdy istoty nie z tego świata wcześniej spotkać okazji nie miał. Skupiwszy się w sobie, znów począł korzystać z mocy tego miejsca, które jakby studnią magii pełną było, i rękę swą do rany przyłożył, i ta powoli poczęła się zabliźniać, piekąc straszliwie. Zrozumiawszy, że iluzja nie zwiedzie mieszkańców tego miejsca, dzierżąc miecz oburącz ruszył dalej tunelem, żądzą zemsty pałając. Przez myśl mu przeszło poczekać na wsparcie jakoweś, bo pewnikiem już szukać ktoś ich począł, lecz wiedział że stawką jest życie - może już stracone? - generała i hrabiego. Kolejny wstrząs ruszył wieżą, książę na kolano upadł, lecz po chwili znów podniósł się i kontynuował swoją podróż w nieznane...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
-Generale... Rad żem Cię widzieć - wymamrotał pod nosem Hrabia. Mimo iż głos jego dawał oznaki zmęczenia niebywałego i słowa ledwo wydobywały się z ust jego, to niosły się one po całej sali, od podłogi do wysokiego sklepienia. Stojący obok Bojana czarnoksiężnik zaśmiał się złowieszczo i przemówił do walczącego z zaroślami Hotka:
- Witajcie waćpanie! Miło mi was ugościć w naszych skromnych progach. Ufam, iż włości me i mych towarzyszy oczy wasze radują... - ponownie zaniósł się demonicznym śmiechem, po czym chwyciwszy stary, dębowy kostur, wypowiedział jakieś zaklęcie w niezrozumiałym dla uwięzionych języku.
- Witamy w naszej grze... grze o śmierć i życie! Byt i niebyt wszelaki! Grze, która przerasta was wszystkich po stokroć, nędzni głupcy, rządni władzy rozpustnicy!! Wkrótce nastanie koniec waszego panowania, pieczę nad ziemiami tymi sprawował będzie godniejszy władca, straszliwszy i potężniejszy! Przywołanie rozpoczęte! - krzyknął czarnoksiężnik wznosząc ręce ku sklepieniu, po czym zniknął w chmurze dymu.

Nagle do pomieszczenia wszedł Hrabia Bojan i stanął obok rzucającego się rozpaczliwie generała.
- Widzę przyjacielu, że potrzebujesz pomocy - rzekł do niego spokojnie, po czym wyciągnął z pochwy miecz i zaczął siekać przytrzymujące Hotka macki.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar, wraz z towarzyszącym mu strażnikiem Tomisakisem, po krótkiej wędrówce między ruinami tajemniczymi, próg wieży przekroczyli. Piękny to był widok, te malunki na ścianach umieszczone i wnętrze całe, dostojne i majestatyczne, acz grozą i lękiem nienaturalnym napawał. Nawet nekromanta, który mało czego bał się, poczuł na plecach swoich lodowaty wiatr, który przeszył go całego. Towarzysz jego dzielny był i honorowy bardzo, toteż próbował bardzo strach swój ukryć, ale nie mógł go przezwyciężyć. Dopiero po dłuższej chwili opanować się zdołał. Kiedy przemierzali korytarze, usłyszeli pewien hałas. Pochylili się nad balustradą i ujrzeli stwora przedziwnego, z mackami ogromnymi, a obok niego kilku ludzi stało. - Panie... toż to Lewiatan wcielony chyba! - Kraken. - Warknął gniewnie mag. Niespodziewanie przeskoczył poręcz i opadł na dół. Jego towarzysz skoczył zaraz za nim.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Czas mijał, a Riodrian obserwował w misie przebieg akcji dziejący się w wieży. Dragomir z łatwością pokonał banshee (co bardzo zdenerwowało jednego z braci, który postawił przed nim to wyzwanie), nie ulegając jej opętańczym mocom, a teraz przemierzał bezkresa tajemnej wieży w poszukiwaniu swoich towarzyszy. Tymczasem w kopuło-podobnym pomieszczeniu, brakowało kilku osób, które obecne były przy rozpoczęciu gry. Czarny Mistrz wysłał ich, by poskromiły wcześniej uwolnionego krakena, obok owych wysłańców czaiły się dwie nowe postacie; chłopak rozpoznał w nich maga Elessara i jego sługę, którzy udali się za nim w pościg. A w wielkiej sali z balkonem, fałszywy Hrabia oswobadzał właśnie generała z krępujących go więzów.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Książę po czasie pewnym zorientował się, że wcale a wcale do przodu przeć się nie zdaje, bowiem oddalone światło bliższym mimo dłuższej chwili marszu korytarzem nie zdawało się, toteż Dragomir przystanął, o ścianę się oparł i rozmyślać nad owym problemem począł. Czary umysł otępiające i iluzję za prawdę przedstawiające znane mu były - sam korzystał z sztuczek takowych w swoich działaniach ku zjednoczeniu kraju pod swoim sztandarem, i wielce efektywnym to się okazało gdy większość władyków z Marchii wschodnich wasalami jego się nazywać poczęło. Marzyło mu się odzyskanie dawnego splendoru i sięgnięcie po koronę, bowiem obecny bezkrólewia stan nikomu nie służył - lecz teraz począł wątpliwości mieć, czy kiedykolwiek wydostanie się z tych podziemi które pułapką prawdziwą być się okazały. Odepchnął te myśli i na sytuacji się skupił, lecz nic nie zwróciło jego nazbytniej uwagi, toteż rycinom naściennych począł się przyglądać, na szczegółach się skupiwszy. Drobne rysy w oczy mu się po paru chwilach rzuciły, toteż miejsca gdzie zbiegają się w większą szukać zaczął - nie minęło czasu sporo, gdy znalazł pęknięcie, przez ćwierć wysokości przechodzące. Z barku próbował przełamać, lecz nieefektownie - znów musiał do arkanów zakazanych się odwołać - w ciągu paru godzin robił to częściej, niż przez cały rok ostatni - lecz udało mu się siłą woli pokruszyć ścianę wzdłuż skazy owej na tyle, że w stanie był już siłowo przedostać się i przez tę barierę. Zdziwienie go ogarnęło po jej drugiej stronie, lecz tyle dziwów ostatnio ujrzał że niewielkim było ono - bowiem znalazł się w owalnej kapliczce jakowej, z rzeźbioną fontanną w centrum - mimo pragnienia powstrzymał się od spróbowania wody w niej się znajdującej, bowiem nie ufał już temu miejscu, które raz po raz gierki z jego umysłem jakowe poczynało. Z kapliczki schody kręcone głębiej w ziemię prowadziły, mając na uwadze fakt że generał spadł na niższe kondygnacje, książę ruszył bez zastanowienia, miecz swój w gotowości dzierżąc, a oczy swe uprzednio małym wysiłkiem do ciemności przyzwyczaił - moc tego miejsca zaiste wielką była, a sztuka czerpania energii z takich źródeł była znana mu dobrze - sam jego sławetny kasztel Dragomiroff był zbudowany w lokacji, gdzie siły podobne w wielkiej mocy były. Książę, zaniepokojon wielce lecz ostrożny i przygotowany zapuszczał się głębiej w pradawny labirynt...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
Jak to możliwe... przecież tam leży... - Nie mógł nic wypowiedzieć ze zdumienia jakie go opanowało. - To marna imitacja jaką ten czarnoksiężnik wyczarował. - Rzekł fałszywy Bojan. - Nie... to nie prawda... - Wykrzykiwał hrabia krztusząc i dusząc . - Łże jak pies, chodź mój druhu uciekajmy z tego koszmarnego miejsca. - Rzekł to rozcinając ostatni pnącz. Generał podniósł się z ziemi lecz nie i wiedział co ma czynić . - Jak rozróżnić który prawdziwy.. obaj jeno jak kropla wody... Walczył w myśli Hotek. Nie wiedział co ma zrobić by ich rozróżnić . . - Nie wierz mu... to co on rzecze to kłamstwa! - wykrzykiwał prawdziwy hrabia. Fałszywy Bojan podbiegł do niego i silnym uderzeniem pięścią zdzielił mu twarz. - Hrabio nigdy nie okazywałeś takiego gniewu! - Stwierdził zaniepokojony Generał. - Nie widzisz jak on łże! Chodź uciekajmy czem prędzej! - wrzeszczał kłamca. Nagle Hotek przyuważył na jego prawej dłoni tatuaż ukazujący napis w języku mu nie znanym. - A cóż to mój panie?! - Rzekł podejrzliwie . - To ... to.. eh.. dawne dzieje nie będziemy ich chyba teraz rozpamiętywać Hotcjuszu.. e . znaczy Hotku. - Plątał się już w swoich kłamstwach sługus maga. - No cóż odgadłeś żem fałszywie podstawionym omenem który cię zaraz zabije!!! Wykrzyknął i nagle komnatę spowiła czarna chmura , generał nic nie widział lecz po opadnięciu ujrzał demona ogromnego. Miał on skrzydła a z nozdrzy dym zionął . Generał zaklął szpetnie. Demon rzucił się na niego lecz zdążył się usunąć na podłogę. - Już po tobie nędzny śmiertelniku! - Krzyknął i naskoczył na leżącego Hotka. Ten wyciągnął sztylet, którym próbował się oswobodzić i dźgnął demona prosto w jego serce. Kreatura okrzykła okrutnie i w chwilę później w językach płomieni zamieniła się w popiół. Generał podszedł i splunął w sposób nie godny jego randze społecznej. Później podniósł kamień i silnym uderzeniem oswobodził hrabiego. - Ten sztylet to prezent od ciebie, Panie. - Odrzekł uradowany generał . - Tak, pamiętam lecz nie pora i czas by rozpamiętywać dawne dzieje. Uśmiechnął się lecz nie mógł o własnych siłach utrzymać się na nogach. - Co teraz ? Może pójdziemy tędy. - Odrzekł Hotek i trzymając swojego pana na ramieniu poszli jednym z wielu korytarzy...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
- Na Światowida, kie sprawy chore się tu wyprawiają? Ki diabeł zawitał na te ziemie? - zapytywał sam siebie Bojan, posłusznie podążając za Hotkiem. Korytarz który obrali za swą drogę, szeroki był na pięciu rosłych chłopa i wysoki tak, że nie lada olbrzym stanął by w nim wyprostowany. Półmrok w nim panował, wystające ze ścian pochodnie ledwie oświetlały drogę przed nimi. Bojan szedł tak szybko jak tylko pozwalały mu na to i tak już nadwyrężone siły. Zdobiące ściany dziwne znaki migały mu przed oczami w bladym świetle pochodni. Wraz jeden z nich, dziwnie znajomy, uwagę Hrabiego przykuł. - Przebóg, niechaj prawdą to nie będzie! Przeklęte insygnije Baphometa! Nie śniłem w najczarniejszych swych koszmarach, że dane mi będzie dożyć czasów tak mrocznych i straszliwych... Mężczyźni dotarli do kolejnego rozwidlenia dróg. Jedna z nich wiodła w dół, druga zdawała się w górę prowadzić. - Zmierzajmy ku górze towarzyszu - rzekł do Hotka - pewnikiem dostaniem się tędy do siedziby mar nieczystych, które nad dziwami tymi pieczę sprawiają.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Dragomira niepokój potęgować się począł, gdy zszedłszy już na schodów koniec w sporym pomieszczeniu się znalazł - dwie kolejne odnogi prowadziły z niego w twierdzy głąb, a w środku wodą było wypełnione. Szczęściem głodu po sutej wieczerzy ostatniej jeszcze nie odczuwał, lecz pragnienie dawało mu się we znaki. Krystalicznie czystą woda owa była, dno i ujście źródła podziemnego owego mógł jak na dłoni zobaczyć. Wyostrzywszy zmysły i kropel kilka wypijając, niczego od normy odbiegającego nie wyczuł, jednak ostrożność wzięła górę i jeno parę łyków książę wziął, po czym ruszył dalej, korytarzem, którego ściany runami nieznanemi pokryte były. Krótką chwilę do jego końca dotarcie mu zajęło - i w krypcie jakowej się znalazł kształtem owalnej, z sarkofagiem po środku. Niechybnie ofiarami pozostawionymi w jakimś barbarzyńskim pochowania rytuale przedmioty u stóp trumny owej być musiały, bowiem zaiste kunszt od ich wykonania bił. Złote i srebrne świeczniki, kielichy, inkrustowane kamieniami szlachetnymi noże, płaszcze z materiałów klasy najwyższej - a także tarcza okrągła, z herbem mu nieznanym na niej wymalowanym. Jednak dziwnie znajomym on się wydawał - tak jakby widział go już gdzieś. Książę wziął ją i oglądać począł, gdy nagle chłodem komnata się wypełniła - i przestraszon dostojnik tarczą się zasłonił, szczęściu swemu nie wierząc - tak jak i nie wierząc w to, że jakowaś poświata z grobu wyzionęła i teraz ostrzem jakowymś ciosy zadawała, raz jeden i drugi w jego nowo zdobytą opokę uderzając. Otrząsnąwszy się ze zdziwienia, książę sam swym mieczem cios zadał, lecz jeno przez ducha przeszedł on - książę niezrażon, znów magią nasączyć ostrze musiał, tak jak i poprzednią zjawę pokonać zmuszon do owych sztuczek się odwołując był. O dziwo, owa klinga niby przezroczysta i nieistniejąca adwersarza jego, ostrzu przejść nie pozwoliła i tylko odgłosem metalicznym księcia broń od niej się odbiła. Duch wtedy rękę swą dziwnie skręcił, a głos jego z zaświatów odbił się echem po grobowcu - i chwilę zajęło, gdy czystej mocy uderzenie w księcia skierowanym było - lecz tarcza ochroniła go znowu, po raz ostatni, bowiem po chwili zniszczeniu uległa, kawałki swe ostre jednako w zjawę i człeka wbijając. Potężny wymach ze strony księcia nastąpił wtedy, zjawę raniąc dotkliwie najwyraźniej - bowiem zdawała się ona wessaną ponownie na swój spoczynek być. Dysząc ciężko, Dragomir manewr taktycznego wycofania się wykonał - i po chwili znów nad sadzawką był, na schodach spoczął i wyszarpywaniem odłamków ze swojego brzucha się zajął - rany dotkliwymi na szczęście być się nie okazały..
 
Status
Zamknięty.
Do góry Bottom