Gra - Opowiadanie Gildiowe Buntowników

Status
Zamknięty.

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar uśmiechnął się jeno, czym pewności sobie dodał. Dziękuję generale pomyślał. Zostali oni już tylko - ghul oślizgły i mocarny oraz nekromanta inteligentny i magię potężną znający.
Potwora rzuciła się na niego z krzykiem, w uszy kłującym i zamachnęła się w tors jego. Ten w bok odskoczyć zdołał, acz szata jego rozdarta z lekka została. Gdy ożywieniec jeszcze na ziemię opadał po ataku nieudanym, mag ciął w jego nogę, lecz ten sprytny był niezwykle i unik z łatwością wykonał. Wtedy to nekromanta zebrał energię z otoczenia i cisnął kulą w swego wroga. Wtedy ten, ugodzony zaklęciem, opadł na ziemię, lecz powstał zaraz i z furią piekielną na maga się rzucił, prawą rękę mu łamiąc. Miecz wypadł Elessarowi z ręki, którą ból z kości i trucizny do tego zapewne jakiej rozsadzał. Nekromanta jednak miecz w rękę drugą złapał, którą równie dobrze walczył i taniec wojenny obaj zaczęli, atakując, parując, unikając i kontrując się nawzajem. W pewnym momencie huk im przerwał nieziemski, a ghul zdekoncentrował się wtedy. Nekromanta wtedy miecz odrzucił i do magii najmroczniejszej sięgając, z rąk wystrzelił potężny piorun, o kolorze orkowej krwi czarnej. Ghul padł i dygotał jeszcze cały od czaru, kiedy Elessar podszedł do niego i powiedział Ronaldzie... albo raczej Riodrianie... jeszcze niedawno mówiłeś, że gra się zaczęła. Teraz gra się skończyła... dla ciebie i uciął mu łeb.
Po tym wszystkim mag pobiegł gonić swych towarzyszy.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
A idź do czorta! - ryknął hrabia, rzucając się z mieczem w stronę przeciwnika swego, lecz ów bezbronnym nie był wcale - krótką klingę zdawał się z powietrza uformować, i ciosy hrabiego z łatwością wielką parował, drugą ręką znaki jakoweś kreśląc - i Bojan poznał ów czar, lecz w za późnym stadium już był i działać począł, i władanie nad ciałem swym dostojnik stracił, sparaliżowany ruchu żadnego wykonać nie mógł - i już mag cios mieczykiem swym zadać chciał przeciw bezbronnemu waszmościowi, gdy generał tuż obok zamach od dołu wykonał, i znów jego zdobyczna broń straty ogromne zadała, bowiem przeszła przez wrażą broń niby powietrze, i cios dotkliwy w podbródek zadała, aż do nosa się wbijając - cięcie czarownik swój wykonał, lecz na sile ono sporo straciło i zabójczym dla hrabiego się nie okazało, który otrząsnąwszy się spod uroku pchnięcie antagoniście swemu zadał, a generał szarpnięciem silnym twarzy część wrogowi urwał, i miejsca na zadanie cięcia nie mając, rękojeścią w twarz uderzając przeciwnika swego ogłuszył - i tak zwijał się on ze straszliwego bólu, a głowa jego jeno krwawiącą mięsa kupą była, i sam on na kolana padł. Hrabiego cios ostatni krtań mu przebił, i kopnięciem silnym i wymierzonym perfekcyjnie czaszkę wyrwał - i głowa maga niby piłka potoczyła się po posadzce, a bezwładne ciało opadło takoż. - Jeszcze pentagram zmazać nam pozostało, i z przeszłością moją pożegnać się mogę - rzekł hrabia, towarzysza swego w zdziwienie wprowadzając - Kiedyś sam pośród nich byłem, lecz za zgubne działania takie poznałem, lecz jak widać w ich zwyczajach zapominanie nie leży - szatą swą jedwabną począł zamazywać znak mroczny, lecz wstrząs potężny sprawił, iż znów na podłodze znajomej się znalazł. Już i nekromanta, i Tomisakis do nich dobiegli, na nogi go stawiając. Pytanie krótkie z ust jednego z nich wydobyło się: - A gdzież mości książę, przecież udał się w stronę waszą? - a hrabia z goryczą w głosie odpowiedzieć musiał: - Dragomir stracon... w potoku owym ostatnim razem go widziałem, gdy w walki trakcie ów pies tam go zrzucił... lecz teraz niechybnie ten budynek się wali i uciekać musim! - i rację rzeczywiście miał, bowiem czar rozpoczęty przez magika także kompleks ów ponad powierzchnię wypychał, lecz z śmiercią jego prysł - i czem prędzej do wyjścia kroki skierować swe musieli, pośród walących się sufitów i posadzki pękającej...
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
Biegli tak przez kręte zaułki korytarzy a strop na drobne kawałki się sypał. Nagle wbiegli na schody, po czym przez niewielką wyrwę w ścianie na polankę wypadli a wejście, którym wyszli w proch się obróciło. Gdy wszyscy z ziemi się podnieśli nagle poczuli ziemi trzęsienie i ujrzeli wieże maga jak na w drobny pył się obraca. - Już po wszystkim... zło zniszczone w zarodku samym.. - rzekł hrabia patrząc na resztki ruin. Nagle z lasu dobiegły i posłuchy koni galopu. - Świta mości Dragomira! - oznajmił Elessar, który pierwszy ich dojrzał. - Hrabio!!! Cóż to za zdarzenie się tu stało!! Gdzie mości Dragomir?! Wykrzykiwał dowódca świty. Zastała chwila ciszy.. - On.. zginął w walce... Odpowiedział generał lekko przyduszonym głosem. Słychać było pośród świty jęk i płacz. Hrabia i reszta drużyny dosiadła konia i ruszyła w eskorcie świty do zamku. Wieczorem podczas kolacji, która przygotowano na cześć bohaterów. Hrabia wstał ze swego tronu i orzekł głosem donośnym Dzięki ogromnemu męstwu i sile generała Hotka, mądrości i potędze maga Elessara oraz sprytowi i odwadze strażnika Tomisakisa wydostałem się z sideł sług piekielnych i wróciłem cały i trochę poobijany. Lecz nie można zapomnieć o jeszcze jednej ważnej postacie tejże ekspedycji.. Mości panowie wstańmy! Unieśmy kielichy i wypijmy za wielkiego wojownika, mądrego przywódcę oraz wspaniałego przyjaciela.. DRAGOMIRA POTĘŻNEGO!!!
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Bohaterowie owych wydarzeń świętowali i wspominali zgubionego księcia, za martwego go mając odkąd zniknął w potoku, a teraz pod ziemią był pogrzeban. Nastrój zwycięstwa jednak nie udzielił się jego świcie, która wieść grobową musiała z powrotem do krain jego mości zawieść, jak i Inkwi-zycji, która na próżno przybyła - i rozwścieczeni faktem owym, Elessara o czarostwa przeklęte oskarżyć chcieli - a edyktu instytucji owej na praktyki biesie nie miał, lecz hrabia w obronie jego stanął i ze swojego dworu wygonił, psami szczując - i obrażon wielce Wielki Inkwizytor zemstę mu obiecał, lecz siły jego z całym hrabstwem żadną miarą zetrzeć się nie mogły, bowiem niechybnie jego końcem by to było. Frustracjami swemi ogarnięty, ów dostojnik pieczę nad rzeczywistością tracić począł, a jego zakon w ruinę pod jego przywództwem popadał - i podczas gdy wielu za znak dobry to miało, wkrótce w krainach słychać było o wiedźmich objawieniach ponownych i czaro-stwach diabelskich, bowiem bez silnej ręki Inkwizycji wiszącej nad ludźmi, do działań takich się bez strachu obracali - i widząc swój upadek, najwyższy z nich z okien komnat swoich się rzucił, i w czasie niedługim marginalny wpływ już resztki zakonu na wydarzenia jakiekolwiek miały, pozosta-jąc w jedynej swej posiadłości - resztą przejęli różnoracy władykowie, widząc okazję na ziem swo-ich powiększenie, i zakonnicy jeno rozpaczali nad utraconym splendorem i faktem, iż znów na łasce czarowników wiele istnień się znalazło. Wesołość ogólna i dobro hrabiego, jak i jego dworu, jednak trwać długo nie mogła - mimo doradz-twa maga, który na dworze mości hrabiego pozostać postanowił, jak i rad dobrych generała, uspo-sobienie pana tych ziem zmieniać się poczęło, i wkrótce posępnym miejscem jego kasztel się stał, huczne bale należały do przeszłości, a sam władyka czas spędzał na rozmyślaniach, bowiem świa-dom był, iż to on do straty księcia doprowadził - uratowawszy swoich podwładnych jak i siebie samego, jednak jedyny człowiek, którego śmierć wiele by zmieniła, teraz był kilkanaście metrów pod ziemią - a jego odejście proroctwem strasznych wydarzeń było. Czarne chmury jak i stada sępów i kruków nad Marchiami Wschodnimi się zbierały, bowiem dzie-łem Dragomira zjednoczenie części tych ziem pod jednym sztandarem było - teraz jego dawny przyjaciel, arl Damian ze sławetnego rodu Kryszałowiczów, tron jego chciał zająć - jednak inni władykowie, wiedząc, iż więzów krwi ze straconym księciem ten dostojnik nie ma, sprzeciwili się takiemu obrotowi wydarzeń - i gdy ów arl kasztel Dragomiroff przejął, wielu możnowładców prze-ciw niemu się sprzymierzyło, oblężenie krwawe rozpoczynając - i po wielu miesiącach ów zamek, centrum władzy księcia nad ziemiami temi, upadł - sam arl uciec zdołał, lecz swe włości spalone zastał - czynu tego zbrodniczego kolejny władyka się dopuścił, bezkarnie się czując bez silnej wła-dzy zwierzchniej mogącej go ukarać za taki czyn. Każdy szlachcic teraz puścił wodze swojej dumie i żądzy władzy, i tron książęcy marzeniem wielu był - lecz tylko jeden objąć go mógł i wkrótce pożoga ogarnęła te ziemie w ogniu krwawej wojny domowej, konfliktu największego od wielu lat - i dźwiękiem, który echem się po wyżynach niósł, jeno szczęk broni i krzyki ludzi zarzynanych jak psy był. Hrabia Bojan, widząc taki wydarzeń obrót za niebezpieczny wielce, granice swoich włości wojskiem zapełnił, odgradzając się od ogarniętych wojną ziem, a najczęstszym widokiem z balkonu jego zamku nie był już wspaniały słońca wschód, jeno dymy unoszące się z wiosek i miast spalo-nych, a także pożarów łuny. Wielce na sumieniu jego to ciążyło, jednak gdyby księcia w gościnę nie przyjął, wydarzenia potoczyłyby się inaczej - jednak to po jego stronie granicy wojny by rozgorzały. Popadając w coraz to większy smutek, i hrabia począł tracić swą władzę, i wkrótce nad jego domeną dwóch jego dawnych doradców władzę objęło, lecz i oni ogarnąć chaosu nie mogli, i wkrótce ogień wojny i te ziemie ogarnął...
 
Status
Zamknięty.
Do góry Bottom