Gra - Opowiadanie Gildiowe Buntowników

Status
Zamknięty.

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
- Panie! panie! Nieżyw parobek w drewutni znalezion!! - posłaniec wbiegł do sali posiedzeń jakby goniło go stado wygłodniałych wilków - ciało w opłakanym stanie jego!!
- Przebóg, widać miał z kimś na pieńku - rzekł Bojan, podrywając się z tronu znajdującego się na niewielkim podwyższeniu na końcu sali.
- Zaiste mogłoby tak być, mości hrabio, gdyby nie jedna rzecz znamienna - rzekł posłaniec, ocierając spocone czoło chusteczką - na plecach parobka żywą krwią groźby i klątwy pod adresem Waćpana i jego dworu wyryte! Nie ma wątpliwości, że sprawką to kiego czarnoksiężnika, czy innego czorta.
- Ciekawe i dziwne zarazem rzeczy prawisz, drogi Gunterze - odrzekł wyraźnie zaniepokojony Bojan, który zaczął krążyć po sali - z dawna Ci u nas nie widziano rzeczy nadprzyrodzonych. Choć sam nie wierzę w te wszystkie bujdy o czarach - marach, zaniepokoiłeś mnie tą wieścią. Zwołaj wszystkich do sali posiedzeń. W tej chwili - rzekł do posłańca, który zasalutował i od razu wybiegł na korytarz.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Gościem na dworze jego mości hrabiego będąc od dni kilku, a w chwili obecnej powracający z zamkowej winniczki mości Dragomir wielce poruszon owym harmiderem był. Nie zważając na nic, ruszył pewnym krokiem ku sali gdzie pan zamku pewnikiem przebywał, pozdrawiając swym sławetnym uśmiechem wszystkich, których miał przyjemność napotkać w czasie tej krótkiej podróży. Niezrażony strażą przy odrzwiach do owej sali, która niepewna była czy ów gość bawiący w tych progach zalicza się do "wszystkich" których pan zamku zwołał, musiał przeszkodzić swojemu gospodarzowi w jego rozmyślaniach temi słowami:
- Jakiś problem waćpan masz? Jako gość czuję się zobowiązany...
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
- Witajcie mości książę - rzekł Bojan do nadchodzącego gościa - widzę, żeście szybko się rozgościli i trunków znamienitych z mej winniczki skosztowali. Ufam, iż godne one Twego książęcego podniebienia i sławił będziesz ich smak nieprzeciętny w całej Dragomirii. Nie o alkoholach przychodzi nam jednak natenczas prawić, ważki bowiem problem zaistniał na mym zamku, w którego rozwiązaniu być może będziecie mogli mi pomóc - powiedział z powagą hrabia - Wieść gminna niesie, drogi Dragomirze, żeście się parali ongiś rzeczami... nie lubię tego słowa... MAGICZNYMI... Prawda li to? Jeśli tak, to chciałbym, żebyście Waćpanie rzucili okiem na jedną rzecz, która bez mała mnie zaniepokoiła.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Radbym był, gdyby takie wieści nie dotarły do moich włości... ludzie prości nie przyjmują ich ze zbytnim entuzjazmem, a pożytek z martwego chłopa na gnojówce się kończy. - zamyślił się na chwilę wpatrzony w obraz przedstawiający małżonkę hrabiego, po czym kontynuował: Swego czasu ulubioną rozrywką możnowładców z ziem położonych niedaleko mego kasztelu Dragomiroff było polowanie na wiedźmy, czarownice i innych heretyków takoż - jednak pewne ich... osiągnięcia.. wielce przydatnymi być się okazały i wiele czasu zgłębiając je spędziłem - po spaleniu rzeczonych odkrywców na stosach czy głów odcięciu rzecz jasna, utrzymuje to jednako motłoch i szlachtę szczęśliwą i do swady nieskorą - i rzec można, że pojąć zdołałem niektóre arkana ich sztuki. - książę nie okazywał swojego niepokoju, wielu przekonało się, że z jego oblicza nie da się wyczytać jego emocji - mimika jego twarzy pozostawała niezmienna niezależnie od okoliczności. Będąc zawsze mile widzianym gościem w tych progach jakżebym mógł odmówić pomocy, jednak bacz me słowa mości hrabio - z magią najlepiej zaznajomić się nie blisko i osobiście, a przez ostrze miecza... - zakończył z gracją drapiąc się po głowie, przysparzając sobie wdzięku tym implikującym wielką mądrość gestem.
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
-Przyjemnością ogromną jest dla mnie gościć na swym zamku kogoś tak biegłego w wielu dziedzinach, jak mniemam. W takim razie nie czekajmy, chodźcie za mną mości książę - Bojan ruszył w kierunku schodów, które wiodły na zamkowy dziedziniec, Dragomir udał sie wraz z nim.
Po chwili obaj znaleźli się na sporych rozmiarów dziedzińcu. Mieścił się on tuż przy głównej bramie zamku i dzięki licznym drzwiom na nim się mieszczących, można było dostać się stąd do każdej części twierdzy. Mężczyźni zmierzali w kierunku stojącej w rogu drewutni, w której to znaleziony został martwy parobek.
Widok był makabryczny. Chłop był praktycznie nagi, jego ubrania leżały porozrzucane w dużej odległości od zwłok, porozrywane na strzępy. Na ciele podwładnego wycięte były różne znaki oraz ciągi liter, układające się w niezrozumiałe wyrazy.
Jedyne słowa które bez problemu można było odczytać, znajdowały się na plecach nieszczęśnika. Wielki, krwawy napis głosił
"Kto lekceważy siły niezlekceważone, późnych lat nie doczeka. Dziedzic baczność niech zachowa, gdyż nie zna ni dnia, ni godziny swej klęski. Przeklęty niech będzie pan ziem tych, pobratymcy jego i kumoter każdy, który z nim się brata. Czarne dni nadchodzą"
-To chyba jakieś runy... tzn tak podejrzewam... nie znam się... na tym... - wybąkał Bojan, bacznie przyglądając się zwłokom - pewnikiem jest, iż człowiek który dopuścił się tej zbrodni nie był zdrów w pełni na umyśle. A co Wy o tym sądzicie, mości Dragomirze?
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Tam do czarta, parobek inaczej jako zasób ludzki wykorzystany niż normalnie miał być - mianowicie przez diabelski rytuał diaboła ktoś tu chciał przywołać, coby zajął się na plecach wymienionymi - Dragomir wyjąwszy szkiełko patrzył przez oko z bliska na runy wycięte w skórze nieszczęśnika.
Mości hrabio, nieprzyjaciół bezwzględnych niechybnie sobie przysporzyliście, czarnoksięstwa w zarodku nie dusiliście jak radziłem.. lecz jedno muszę wspomnieć - magia ta jest pradawna, sam jej nie zgłębiałem bo czarcie to moce z którymi zadzierania lepiej uniknąć, acz czary takie tylko możliwe tam, gdzie diaboł kiedyś uwięzion był - i jeśli nie zaradzimy tym praktykom, eskalacja problemu tylko nastąpić może... - Zamyśliwszy się głębiej po tym wywodzie który mości hrabiego niechybnie nie uspokoił, rzucił tylko na koniec:
Moim zdaniem czarnoksiężnik jaki tu z diabłem igra, lecz pewności w tych sprawach nigdy mieć nie można, póki głowy sprawców na karkach spoczywają.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Na dworze hrabiego Bojana od dawien dawna przebywał czarownik Elessar. Nikt nie wiedział skąd przybył, on sam nie prawił też o tym za wiele. Odzian był w czarną, długą szatę, a miecza ni kostura nie nosił, co więc wieść głosiła, że zaznajomion był ze sztukami nekromancji, przez co wielu gotowych było spalić go już za herezję i wyznawanie diabła. Od kilku dni i nocy był on najważniejszym doradcą hrabiego Bojana, zastępcą jego tytularnym. Wchodził on w tejże chwili do komnaty przywódcy ich, pana miłościwego Bojana, położonej obok jego własnej izby, acz nie zastał tam ni hrabiego ni gościa jego, Dragomira. Podbiegł do parobka, widząc iż ten trzęsie się cały i z sił wyczerpan, raczy się garncem chłodnej wody ocucać. - Gdzie hrabia nasz? - spytał. - Ja... w drewutni... parobka znaleźli... nieżywy on leży, we krwi cały... hrabia tam ze swym... gościem... - nie mógł już słowa jednego rzec. Elessar nakazał mu udać się po strawę i wypocząć na łożu. Sam niechybnie pobiegł do drewutni. Gdy na miejsce przybył, obaczył iż hrabia wraz z Dragomirem nad truchłem stoją. Spytał zatem: - Mości panowie! Cóż się tu stało? - Doradco mój drogi, cóż za radość widzieć Cię tu tutaj. - Rzekł hrabia odrywając wzrok od nieboszczyka. - Ten tu parobek nieżyw znalezion był i widać, że tu jakieś czarostwa uprawiane były. Znasz się na tym, jako rzekłeś kiedyś. - A i owszem. Pozwólcie mości Bojanie, że zobaczę trupa z bliska. Plecy i gnaty wszystkie parobka pokrywały czarcie znaki i jakoweś runy starożytne. Obejrzał je z bliska, jednak ciała nie ruszył. Zanim jął je odczytywać, książę Dragomir podał mu ich znaczenie. Rozejrzę się po reszcie tejże drewutni. - Powiedział, i tak też zrobił. W głębszej części izby cień panował, przez co trudno było cokolwiek ujrzeć, zarysy jedynie i to z bliska, toteż magik czarem je rozświetlił. Nie znalazł jednakże nic co by wskazywało na uprawianie diabelstw jakichś tudzież modłów do Szatana. Wtedy pojawiło się to przeczucie niejasne. Wiedział, że wydarzy się coś złego, ohydnego. Szybkim ruchem głowę odwrócił, coby spojrzeć na towarzyszy jego. Ujrzał, że hrabia próbował przewrócić ciało parobka, aby na tors móc spojrzeć. - Hrabio, nie!!! - Zakrzyknął Elessar. Nieboszczyk rozbryzgł krwią i dymem piekielnym. Mgła owa diabelna przesłoniła mu widok swoich kompanów. Kiedy czart wreszcie odstąpił i wzrok czarownikowi powrócił, zobaczył on blade ciało hrabiego Bojana i przewróconego księcia Dragomira. Ten zaraz doskoczył do ciała pana swego - Żyje. I jeszcze kilka dni przeżyje, bogowie mu widać sprzyjają. - Mruknął czyniąc znak krzyża. Popatrzyli na siebie. Elessar powiedział po chwili milczenia: Znam to. Obaj to znamy, mości Dragomirze. To nie jest z tego świata... I wtedy wszystko się zaczęło.
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Szybko zabierzcie ciało mości Bojana do jego komnat, iż mus go obejrzeć przez nadwornych medyków, ale piorunem!!! - Krzyknął HoteK, jeden z nadwornych generałów na służbie hrabiego Bojana, znany z walecznego serca i bystrego umysłu. Tors, ręce i nogi pokrywała lśniąca w słońcu zbroja, wytarta i wgniecona w różnych miejscach ukazywała historię pojedynków i wojen w których brał udział. U boku jego wisiał miecz z wygrawerowanymi znakami, które tylko jemu samojednemu były znane. - Cóż to było, Elessarze! Nigdy żem takich cudów nie widział, jeno z mitów i legend co bajarze opowiadają na straganach! - rzekł rycerz HoteK. - Może rozjaśnisz mi mą niewiedzę Elessarze lub ty wielmożny Dragomirze, iż wszystko na czym się znam to wojaczka, albowiem magia to dla mnie twór okrutny...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Cóż mogę powiedzieć, sam niezbyt wiele wiem. Ktoś siły diabelskie przyzwać chciał, rozkazem magicznym opętane - a rozkazem owym niechybnie śmierć straszna dla mości hrabiego i jego kumotrów być miała. - Książę otrzepał się z brudu i kurzu, który go ogarnął gdy uderzył o posadzkę. - Powiedzcie mi, generale... czy hrabia miał jakich wrogów o reputacji wątpliwej, którzy do takich czynów obłudnych posunąć by się mogli?
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Jeśli cofnąć się wstecz w mej pamięci, był jeno taki incydent, lecz myśleli my wszyscy, to znaczy ja i mości Bojan, że to tylko stary szaleniec, bajarz i cap zawszony. - odrzekł drapiąc się po głowie i starając myśl swą kontynuować. - Może spocznijmy, gdyż stara to opowieść i nie do końca zapamiętana. - Rzekł wskazując na ławę i obficie zastawiony stół. - Nie dalej niż 3 lata temu byliśmy z wielmożnym hrabią na polowaniu, a bo nudził się Pan okrutnie. Pogalopowaliśmy z mości hrabią do jego lasu gdzie w bród było zwierza wszelkiej maści i wagi. Hrabia Bojan stwierdził iż bez dorodnego jelenia nie ma powodu by wrócić do zamku i ruszył hen w gąszcz.•Po niedługim czasie Pan ujrzał okazałego zwierza , który w blasku jutrzenki wyglądał - jak to hrabia stwierdził- " na szlachcica Lasu". Już dobył kuszy by łeb jego nad kominkiem komnaty powiesić, gdy nagle z mgły która gęstwinę omiotła, pojawiła się zakapturzona postać, zbliżająca się w stronie mości pana ... przerwał, coby golnąć sobie z piersiówki. - Stój, bowiem przed panem tego lasu stoisz! - Kim jesteś, że ośmielasz się rozkazywać miłościwemu Panu memu i mnie, jenerałowi jego? - zapytałem. - Postać wyciągła kostur i mamrocząc coś pod nosem w jednej chwili stanęła nie dalej niż 2 łokcie od pana . Hrabia Bojan odsunął się - gdyż jak stwierdził później - poczuł grobowy chłód, jakby do krypty żywcem go kto chciał zaciągnąć. - Mara rzekła do mości pana by odszedł jeśli życie mu miłe. Gdy już pan i władca nasz Bojan dobył miecza, stanął nieruchomo jakby go kto oczarował. Duch – nie duch przysunął się do hrabiego i szepcąc mu coś do ucha odszedł i gdy stała już tam skąd przyszła najsampierw krzyknęła z mocą: - Strzeż się Bojanie, gdyż twoją przyszłość ciemność spowieje!... Tyle co pamiętam, wielmożny Dragomirze. Pan nie chciał mi wyjawić co ta zmora mu szepnęła.
 

tomisakis

Whiskas
VIP
Dołączył
11.1.2009
Posty
1536
Nagle do stołu podbiegł Tomisakis, który był osobistym strażnikiem mości hrabiego Bojana, a zarazem jednym z jego najbardziej zaufanych podwładnych. - Porwali hrabiego Bojana, porwali... jacyś ludzie w czarnym odzieniu... Zawiodłem... Było wrogich wojaków zbyt wielu – wyrzekł strażnik sapiąc ze zmęczenia. Oparłszy się o stół Tomisakis wykrzyczał: - Ratujcie mego pana, hrabiego ratu.... - Ale nie zdążył dokończyć i osunął się na ziemię niczym worek piasku.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Jakże to tak, z własnego zamku spod straży porwanym zostać? Ocućcie go jak najprędzej - rzekł wskazując na zemdlałego strażnika i począł przechadzać się po sali. - Skoro ich adwersarzy owych mości hrabiego zauważyć nie raczył, znów musim implikować sił nieczystych działalność - poślę mego zaufanego giermka z posłaniem jednakoż do Inkwizycji jako i do mojego kasztelu, jednak z pewnością siła dni minie nim zjawią się z pomocą, i do tego czasu musim na własną rękę działać coby naszego przyjaciela hrabiego odbić. - książę nerwowo chodził po izbie, po czym zapytał: - Generale, wielce byłbym rad gdyby wasi ludzie niezwłocznie śladów jakichkolwiek szukać poczęli, takoż na terenie zamku jak i po wsiach okolicznych. - Skończywszy, zwrócił się jeszcze do Elessara: Waćpana arkana tu uwikłane pewnikiem także są... jeśli cokolwiek szczęśliwie odkryjecie, cieszyłbym się tego także dowiedzieć. Książę nie czekał aż żaden z napotkanych raczy mu odpowiedzieć, jedynie oznajmił na koniec: Jeśli do jutra nie uda nam się ni trochę owej tajemnicy rozwikłać, sam zmuszon będą ze świtą moją do owego lasu wyruszyć... oczywiście, waszmościów towarzystwo pewnie wielce pomocnym by było... - książę oparł się o stół i spojrzał bacznie po twarzach wszystkich tu zgromadzonych.
 

HoteK

Obywatel
Dołączył
24.8.2009
Posty
476
- Oczywiście, już każę pachołkom co prędzej konia okulbaczyć i po okolicznych lasach, grotach i szczelinach Pana Bojana szukać. Komnatę mości pana sam przeszukam i wszelkiego rodzaju poszlak i śladów poszukam! - Odrzekł tłukąc się pięścią w pierś. Hotek przycupnął i oblewając spoconą twarz Tomisakisa wodą by go ocucić, modlitwy ciche czynił za pana swego. Tomisakis zerwał jak poparzony krztusząc się i wciąż krzycząc "Hrabio! Hrabio!" - Już spokojnie, odpocznij. - Rzekł kielich dobrego wina mu podając. - Chciałbym Cię, Drogi Elessarze – zwrócił się do czarownika - prosić byś przejrzał pradawne księgi zgromadzone w zamkowej bibliotece i wszelakiego znaczenia tych run piekielnych odszukać. A co do Twej myśli, księciu Dragomirze... oczywiście jutro z samego rana ruszę tobie, panie i twej świcie w poszukiwaniach pomóc, a na chwilę obecną mus was przeprosić i niezwłocznie do komnaty Pana ruszyć. - Odrzekł i w sposób szlachecki skłonił się w stronę towarzyszy i popędził do komnaty hrabiego Bojana.
 

tomisakis

Whiskas
VIP
Dołączył
11.1.2009
Posty
1536
Tomisakis, gdy już winem się napoił należycie, rzekł do Mości Dragomira i mości Elessara: – Mus mi wam pomóc w poszukiwaniach hrabiego Bojana mimo wykończenia organizmu mego, honor mi nie pozwala na to, by mój pan gnił w jakieś jaskini lub lochu. Gdy będziecie mnie potrzebować poślijcie podwładnych, a stawię się natychmiast. - Poczem ukłonił się, w sygnet księcia Dragomira ucałował i oddalił się do swych komnat coby ulżyć kościom skrzętnie przez inarodców przeklętych obitych.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
- Głupcy! Zaślepieni władzą i bogactwem! Sami pławią się w luksusach, a poddani ich gniją w nędzy. Ale już nie długo... - Riodrian poddał się napływowi mściwych myśli, gdy biegł na miejsce spotkania, nie zaznał odpoczynku już od dwóch dni co tylko potęgowało gniew. - Pożałują swojej arogancji, przysięgam na Bogów pradawnych iż pomszczę wszystkich cierpiących z ich rąk. Pędził bez wytchnienia przez las, który wraz z każdym jego krokiem gęstniał, jakby żyw był i pragnął drogę mu zagrodzić. Na niebie pojawiły się już księżyc i pierwsze gwiazdy, Riodrian dziękował w duchu wszystkim Bogom których znał, bo ich poświata choć trochę ułatwiała mu przeprawę przez legion drzew i zarośli przez diabła chyba samego zesłanych. Po kilku godzinach tej uciążliwej wędrówki wreszcie dotarł na miejsce; była to niewielka polana, w której centrum, oświetlony przez ciała niebieskie, jaśniał głaz, a wokół niego stało kilka zakapturzonych postaci wpatrujących się w owy kamulec czarci. - Witajcie - rzekł donośnie Riodrian, wychodząc zza drzew ku swym braciom.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Elessar nie prawił za wiele. Na życzenie Hotka, generała najwyższego w zamku, kark jedynie zgiął lekko i potwierdzającym spojrzeniem w oczy zajrzał wojakowi. W głowie jego kotłowały się myśli, dedukcje i obserwacje na zaistniałej sytuacji temat. Mimo, iż porwanie hrabiego mocno wstrząsnęło nim całym, nie objawiał nikomu swego zaniepokojenia. Nigdy zresztą oznak swych uczuć i emocji nie lubił uwydatniać. Zamkniętym w sobie wolał pozostać, zważywszy szczególnie iż bliskich nie miał żadnych. Podszedł do księcia i rzekł mu głosem obojętnym: - Czarodziej dobry przyda wam się, wielmożny panie na wyprawie, gdyż znam się dobrze na sztukach najmroczniejszych dzięki czemu rozpoznać je mogę i łatwiej mi pokonać je przyjdzie, a przetrwać w dziczy umiem i kłopotów z tym u mnie nie będzie. Zasię przysięgam również, iż jestem oddanym sługą pana mego, hrabiego Bojana i sztuk swych tajemnych tylko w jego imieniu używał będę. Odwrócił się, zagadnął tylko po drodze generała coby porządku przez czas jakiś popilnował, a w razie potrzeby zawiadomił go, poczem pomaszerował do swej komnaty by rozmyśleniom i medytacji oddawać się w samotności.
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Wyszukiwanie śladów niestety niezbyt owocnym się okazało - jednak wszyscy zaangażowani oddalili się na spoczynek nim powrócić zdążyli zwiadowcy. Jednak nie wszystkim było dane oddać się w objęcia Morfeusza - sen Dragomira niespokojnym wielce był, i on sam nawiedzon koszmarem spać nie mógł, i obudziwszy się na krótko przed świtem przechadzał się po blankach, gdy oczom jego ukazała się gromada jeźdźców spieszno ku zamkowi zmierzająca. Udał się więc w pośpiechu na dziedziniec, coby usłyszeć czy wieści jakie z prowincji są. Ich kapitan zeskoczył z wierzchowca, zdjął hełm i podenerwowanym głosem mówić począł: -Panie... tam ku boru wioska jest... była... tera jeno popioły się ostały, każdy jeden wieśniak w domu swym własnym spalon, aż dziw bierze - niemożność jest żeby pożaru takiej siły nie zauważyć, a oni jakoby nawet ratować dobytka nie próbowali, to czorty mój panie pewnikiem. - natłok wydarzeń złych piętno odcisnąć musiał na księciu, gdyż ten zmęczonym głosem mimo wczesnej pory przecież rzekł: - Raczcie zwołać wszystkich, którzy wczoraj obecnymi na naradzie byli - wieści takie gorbowe dotrzeć do nich skorej muszą... - po czym sam obudził swą nieliczną świtę i do drogi kazał im się przygotować, a następnie kroki ku głównej sali skierował.
 

riodrian123321

Dowódca Straży Magów Wody
Dołączył
17.7.2009
Posty
474
Nastał świt, promienie słońca radośnie wyglądały zza drzew muskając twarze dwóch osób; jedna zakapturzona w czarnej szacie, spoglądała na drugą obróconą na brzuch i leżącą na głazie w środku polany. Minęło już kilka godzin odkąd owa dwójka została sama, był to dość dziwny duet; z pozoru prosty wieśniak oraz hrabia wielki, panujący w ty krainach. Chociaż teraz role się odwróciły, ów chłop stał dostojnie w pełni swego majestatu patrząc pogardliwie na hrabiego, który jakoby płaszczył się u jego stóp. Riodrian zachichotał cicho, teraz to on poczuł władzę, hrabia był zdany na jego łaskę. - Jeszcze nie pora. - Skarcił sam siebie, przyłapując się na bardzo niegodziwych myślach - Ale nadejdzie czas, gdy wreszcie będę mógł go zgładzić. Pogrążony w myślach, nie zauważył sunącej ku niemu marze dziwnej. Ni to człowiek, ni zjawa, ale coś pomiędzy. Czart miał na sobie czarny, wyświechtany płaszcz. W wielu miejscach, gdzie po prostu brakowało materiału, widać było czarną, jakby wyschniętą skórę, pokrytą wieloma liszajami i krostami. - Witaj Riodrianie! - Głos postaci był niski i piskliwy, a jednocześnie napawał strachem. Riodrian na jego dźwięk, wzdrygnął się i nieumiejętnie próbował to zatuszować. - Panie. - Chłopak skłonił się, tak nisko jak tylko potrafił. - Bracia moi polecili mi pilnować tę szumowinę, gdy oni będą wykonywać twe rozkazy. Dotąd nieskazitelnie niebieskie niebo, zaczęły pokrywać wielkie chmury burzowe. Na niebie jaśniały błyskawice, a z oddali dało się słyszeć głuchy grzmot. - Wiem o tym, spisałeś się znakomicie - rzekła tajemnicza postać, po czym uniosła rękę (która zdawała się być martwa), pokazując aby chłopak powstał - A teraz zabiorę go do swojej wieży, dla ciebie zaś mam pewne zadanie...
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
Niebo nad zamkiem hrabiego spowite było chmurami czarnymi niby smołą - lecz załamać ochoczego nastroju samozwańczej drużyny poszukiwawczej nawet taki omen, zapowiedzią przyszłych wydarzeń będący, nie zdołał. Narada przebiegła pokrótce jako i przygotowania, i pokrótce po świcie kilkunastu jeźdźców wyruszyło, trzymając tempo mimo strug deszczu bijących w ich lica, i złowrogich grzmotów. Książę z generałem jechali na szpicy, kierując orszak ku wiosce rzeczonej, z której jeno popioły podobnież się ostały. Pełne niepokoju milczenie towarzyszyło tej ponurej gromadzie przez całą drogę - a gdy już końcowi ich podróż się miała, ich niepewność spotęgowana była tym, co ukazało się ich oczom. Spopieloną ziemia, ciała i nędzne belki za jedyny znak życia, jakie tu się kiedyś toczyła brali. - Przebóg, a cóż to za czart taki ogrom zniszczeń musiał zdziałać! - rzucił w przestrzeń książę i ruszył stępa przez to, co ostało się z placu targowego. Spopielone stragany poczęły giąć się pod nasilającymi się uderzeniami nieustępliwego deszczu. Możnowładca bezczynnego stania nie tolerował, toteż z konia swego zeskoczył, wiernego swego bastarda spod płaszcza wyciągnął i odgarniać prochy nim począł. Pełen koncentracji na tym żmudnym i bezcelowym zadaniu, oczyścił umysł swój ze zbędnych myśli i pozwolił echom wydarzeń minionej nocy przemówić do siebie. Pod gwieździstym niebem, postacie zakapturzone ciągnąć przez plac znajomą osobę musiały, a gdy kroki już swe postawili, pozostawiali za sobą jeno pożogę i ognia ścianę, ogarniającą w okamgnieniu te domostwa, obok których już przemknęli. Kroki swe skierowali w boru stronę, lecz rozdzielili się... książę opadał już z sił - moc dusz uwolnionych wczoraj już na wykończeniu się miała i sam począł ból odczuwać. Wizja rozpłynęła się, Dragomir oparł się na mieczu i spojrzał na towarzyszy, którzy skupili się wokół niego - ów tajemniczy Elessar przenikliwie wpatrywał się i wiedział, że czary jakieś miejsce miały. Książę szybko przemówił: - Mości hrabia w tym lesie gdzieś przebywał pewnikiem, lub nadal tam być może. Jednak nie wiem, gdzie konkretnie ścieżki wrogów jego mości go zabrały... niechybnie będziemy musieli się rozdzielić jeśli na jego odszukaniu nam prawdziwie zależy. - Wsiadł znów na konia i klingę swą schował, reakcji towarzyszy oczekując.
 

Elessar

Inkwizytor
Weteran
Dołączył
30.12.2007
Posty
2679
Oczy Elessara wiele okropności i krzywdy ludzkiej już widziały, acz taki pogrom, czyn bestialski i zwyrodniały, widział on po raz pierwszy. Każde ciało, każda ruina, każde miejsce wręcz w tej wiosce, magią emanowało. Nekromanta oko swej jaźni otworzył, stan w którym ciało z duchem człowieka się przeplata i stanowią prawdziwą jedność, magom najpotężniejszym jedynie znany. Wyczuwał tu dzięki temu magię, rozpoznać ją mógł, czas kiedy działała oszacować. A była to magia diabelska i niezwykle potężna. Acz coś dziwnego w tych czarostwach było. Nie była to zwyczajna magia, nawet ta najmroczniejsza i najdawniejsza. Bez wątpienia, tu nie tylko człowiek działał. Z zadumy się wyrwał, powrócił do otaczającego go świata i rzekł do towarzyszy. - Byli tu najwyżej dwa dni i noce temu. Jest wśród nich mag potężny, korzystający z magii z dawna zapomnianej, a używanej jedynie przez smoki, kiedy świat był jeszcze młody. Otacza go kilku, może kilkunastu wojowników bądź łotrzyków, tego stwierdzić nie potrafię. Bez wątpienia odeszli do tego lasu i są tam jeszcze, umysły ich wyczuwam. Nie wiem jednak gdzie ich dokładnie szukać. Tylko tyle ustalić potrafiłem. Książę dobrze prawi, rozdzielić się musimy i szukać hrabiego w całym lesie, acz zważajcie że nikt nie może samotnie tam wędrować, zbyt to niebezpieczne. Odwrócił się do spalonych ciał i zniszczonych domów, uklęknął, szeptał przez chwilę i kiedy powstał już, rzekł: - Niech wasz Bóg będzie z wami. - Skinął głową na znak szacunku i nie odwracając się do towarzyszy, rzekł: - Tomisakisie, pójdziecie ze mną?
 
Status
Zamknięty.
Do góry Bottom