Ku Północy! Za Wolność I Na Koncert! (Tytuł Roboczy ;d)

Dearien

Member
Dołączył
27.12.2011
Posty
222
Kierując się do forumowych znawców i literackich wyjadaczy, a chyba szczególnie do hejtera Dragomira, proszę o weryfikację tego skromnego ułamka mojej prozy. ; ) Oceny wszystkich innych forumowiczów również mile widziane.



Pośród dzikiego wycia zawieruchy Lill słyszał trzask pękającej skóry na dłoniach. Przemarznięte ręce, od kilku dni wystawione na wiatr, który miotał płatkami śniegu jak shurikenami, były w stanie... nie, one nie były w żadnym stanie. Nie nadawały się do...nie, nadawały. Przecież prawa dłoń pieściła zaszczytną posadę dzierżyciela pochodni. Lewa natomiast zwisała bezwładnie u boku, czekając, by zmienić prawą.

Odległe wycie ciężarówek na autostradzie jedynie denerwowało chłopaka. Myślał o tych burżujach, którzy siedzą teraz w wielkim, wytartym fotelu, za kierownicą wozu wypchanego transportem chińskiej bielizny albo konserwowych ogórków. I mają ciepło. I muzykę z radia. I nie muszą w mroku przebijać się przez las. A młody Lill ma ostro przerąbane.

Z tak niezwykłą dla jego sytuacji wesołością stwierdził, że od śmierci dzieli go warstwa izolacji cieplnej w postaci potu, brudu i okazałego brzuszka. Poweselał jeszcze bardziej gdy doszedł do wniosku, że w ten sam sposób chronili się jego ulubieni wikingowie.

Niedługo cieszył się tą myślą. Ekstaza znikła w chwili, gdy potknął się o kawał wystającego z ziemi drąga. Wylądował w zaspie wielkości ciężarówki z transportem chińskiej bielizny i leżąc głową w śniegu począł kląć. A klął długo. Długo i tak szpetnie, że gdyby słyszała go matka, chyba by się dziecka wyparła. Nie przestał bluzgać nawet wtedy, gdy roztopiony puch kaskadami spływał mu za kołnierz kurtki. To jedynie sprawiło, że zaczął mówić słowa jeszcze bardziej nieprzyzwoite. Przestał w momencie, gdy naszła go fanatyczna żądza zemsty na jego winowajcy. Zapragnął zabić ten kawałek kijka. Zabić bardzo brutalnie...

Podniósł się. Nawet nie próbował ocalić migocącej w śniegu pochodni. Niech zgaśnie! Księżyc świeci dość jasno...

Siląc się na skupienie wypatrzył sterczący z ziemi kij. Był nienaturalnie gładki. Ale Lill nie mógł tego wyczuć ręką, w której tylko cudem nie ustało krążenie. Z trudem wydobywając go z ziemi wybrał cel. Okazała sosna egzystowała dumnie kilka metrów dalej. Jej igły z godnym podziwu uporem stawiały się sile wiatru. Były nieugięte. To jeszcze bardziej zdenerwowało chłopca. Zamachnął się, sapiąc ze zmęczenia. Rzucił kawałkiem drewna w iglaka. TRZASK!. Kijek wbił się w pień? No bez jaj... Lill, przymykając przekrwione oczy i podświadomie łkając z bólu i zmęczenia podszedł do sosenki, by przyjrzeć się anomalii.

Dzierżył teraz w pochodnio-trzymającej dłoni jednoręczny topór. Stylisko, gładkie jak porcelana ozdobione było stalowymi obręczami. Żeleźdźce*, małe, lecz ostre i solidne, nosiło na sobie grawerowane runy skandynawskie. Co w śniegu, w lesie półtora kilometra od autostrady robi topór!? Nieważne. Ważne, że jest ładny.

* Pisałem ten wyraz na wszystkie możliwe sposoby, ale i tak program podkreśla go karbowaną, czerwoną linią. Wie ktoś może jak prawidłowo nazwać metalowy fragment oręża? ; )
 

Nekromanta Boom

Dzika Karta
Weteran
Dołączył
1.10.2004
Posty
3777
Postaram się w punktach przedstawić wszystkie blędy. Jest ich niestety mnóstwo.

Pośród dzikiego wycia zawieruchy Lill słyszał trzask pękającej skóry na dłoniach. Przemarznięte ręce, od kilku dni wystawione na wiatr, który miotał płatkami śniegu jak shurikenami, były w stanie... nie, one nie były w żadnym stanie. Nie nadawały się do...nie, nadawały. Przecież prawa dłoń pieściła zaszczytną posadę dzierżyciela pochodni. Lewa natomiast zwisała bezwładnie u boku, czekając, by zmienić prawą.

1. Czy pękająca skóra wydaje jakiś dźwięk? Jeśli nawet, to czy to jest trzask?
2. Brak przecinka przed Lill.
3. To " w stanie..." i "nie nadawały..." - okropne zdanie. Wykreślić.
4. W jednym zdaniu robisz z dłoni podmiot w zdaniu. Kiepski zabieg. Zmienić zdanie albo i wykreślić.
5. Ostatnie zdanie to samo.

Odległe wycie ciężarówek na autostradzie jedynie denerwowało chłopaka. Myślał o tych burżujach, którzy siedzą teraz w wielkim, wytartym fotelu, za kierownicą wozu wypchanego transportem chińskiej bielizny albo konserwowych ogórków. I mają ciepło. I muzykę z radia. I nie muszą w mroku przebijać się przez las. A młody Lill ma ostro przerąbane.

1. Dwa pierwsze zdania ujdą.
2. Nieladnie zaczynać zdanie od "I", chociaż czasem można taki zabieg zastosować. Tym niemniej "I mają ciepło. I muzykę z radia. I nie muszą w mroku przebijać się przez las" zapisałbym jako jedno zdanie.

Niedługo cieszył się tą myślą. Ekstaza znikła w chwili, gdy potknął się o kawał wystającego z ziemi drąga. Wylądował w zaspie wielkości ciężarówki z transportem chińskiej bielizny i leżąc głową w śniegu począł kląć. A klął długo. Długo i tak szpetnie, że gdyby słyszała go matka, chyba by się dziecka wyparła. Nie przestał bluzgać nawet wtedy, gdy roztopiony puch kaskadami spływał mu za kołnierz kurtki. To jedynie sprawiło, że zaczął mówić słowa jeszcze bardziej nieprzyzwoite. Przestał w momencie, gdy naszła go fanatyczna żądza zemsty na jego winowajcy. Zapragnął zabić ten kawałek kijka. Zabić bardzo brutalnie...

1. Po co, by zwizualizować czytelnikowi zaspę do której wpadł bohater, używasz określenia "ciężarówka z chińskim transportem"? Czy poza owym transportem ta ciężarówka różni się od każdej innej? Wystarczyło napisać "wielkości ciężarówki".
2. "Zapragnął zabić ten kawałek kijka. Zabić bardzo brutalnie."
Przecież kij to rzecz, przedmiot, kij nie żyje! Więc jak go można zabić?

Siląc się na skupienie wypatrzył sterczący z ziemi kij. Był nienaturalnie gładki. Ale Lill nie mógł tego wyczuć ręką, w której tylko cudem nie ustało krążenie. Z trudem wydobywając go z ziemi wybrał cel. Okazała sosna egzystowała dumnie kilka metrów dalej. Jej igły z godnym podziwu uporem stawiały się sile wiatru. Były nieugięte. To jeszcze bardziej zdenerwowało chłopca. Zamachnął się, sapiąc ze zmęczenia. Rzucił kawałkiem drewna w iglaka. TRZASK!. Kijek wbił się w pień? No bez jaj... Lill, przymykając przekrwione oczy i podświadomie łkając z bólu i zmęczenia podszedł do sosenki, by przyjrzeć się anomalii.
1. "Zamachnął się, sapiąc ze zmęczenia. Rzucił kawałkiem drewna w iglaka" - zdania należy połączyć.
2. Trudno to wyjaśnić, ale bardzo nie podoba mi się ten akapit.

Dzierżył teraz w pochodnio-trzymającej dłoni jednoręczny topór. Stylisko, gładkie jak porcelana ozdobione było stalowymi obręczami. Żeleźdźce*, małe, lecz ostre i solidne, nosiło na sobie grawerowane runy skandynawskie. Co w śniegu, w lesie półtora kilometra od autostrady robi topór!? Nieważne. Ważne, że jest ładny.

1. Skąd wziął się topór?
2. "nosiło na sobie grawerowane runy skandynawskie" - zamiast nosiło mogłeś napisać posiadało. A najlepiej jakbyś napisał mniej więcej "Na toporze wyryto runy skandynawskie" - po prostu.
3. Mhm, topór leżał w śniegu. Wiemy to dopiero pod koniec akapitu.

Opowiadanie się urywa, nie wiem czemu i nie wiem po co. Na pewno nie jest to właściwy sposób zakończenia opowiadania, miniaturki czy też nawet prologu. Generalnie jest kiepsko, ale czytałem gorsze rzeczy.

Do autora tekstu: sam pamiętam jakie były moje pierwsze kroki w pisaniu ( nie wiem jak dlugo Ty piszesz, ale wydaje mi się że od niedawna ), więc zdradzę Ci kilka rad. Zechcesz, wysłuchasz i posłuchasz. Nie zechcesz, trudno.

1. Po napisaniu czegokolwiek, daj słowom odpocząć. Schowaj swoje małe dzieło do szuflady i zerknij na nie dopiero po kilku godzinach, a najlepiej dopiero następnego dnia. Wtedy, kiedy już zejdzie z Ciebie entuzjazm jaki towarzyszy często zapisywaniu na kartkę własnych myśli i wizji, dostrzeżesz, że część zdań brzmi po prostu głupio. Ja, gdy pisałem, nauczyłem się tak czynić i wyszło mi to wyłącznie na dobre.
2. Czytaj, dużo czytaj. Jednak poza czytaniem, staraj się również zwracać uwagę jak profesjonaliści budują zdania i wzoruj się na nich. Nie ma nic złego jeśli od czasu do czasu zerżniesz z kogoś styl.
3. Wiem jak to jest gdy coś napiszesz, a komentatorzy piszą że to szajs. Pamiętaj, że mają rację ( zazwyczaj ;p ). Weź sobie krytykę do serca i pisz dalej, a może z biegiem czasu zaczniesz pisać lepiej ( jeśli się przyłożysz będzie tak na pewno ).

Mam nadzieję, że pomogłem. Pisz dalej.
 

Dearien

Member
Dołączył
27.12.2011
Posty
222
Ekhem, nie za bardzo wiem, od czego zacząć. No to może tak:

W pisaniu siedzę już trochę czasu. Zdarzało mi się tworzyć najróżniejsze rzeczy. Szczególnie jednak upodobałem sobie opowiadania. Nie mam zamiaru uchodzić za znawcę i pyszałka, ale sporo moich tekstów cieszy się znakomitą opinią.

Gdy patrzę na Twoje adnotacje, mam wrażenie, że oceniasz moje wypociny tak, jakbyś patrzył na notkę encyklopedyczną. Otóż - nie! To jest groteska, kogel-mogel, fantazja. Stosuję to neologizmy, prymitywne porównania, celowe błędy stylistyczne. Trzaskająca skóra? Wyolbrzymienie! To miało dać czytelnikowi do zrozumienia w jak opłakanym stanie są dłonie tego biedaka. Wielu mistrzów literackich używa podobnych sformułowań. Najpopularniejszym z nich jest serce bijące tak głośno, że mogłoby obudzić umarłego. To oczywiście bzdura, ale buduje nastrój.

Nie połączenie zdań z "I" też nie było przypadkowe. Ma to dać do zrozumienia jak bardzo bohater cenił sobie te wygody.

Dalej... zaspa wielkości ciężarówki z transportem chińskiej bielizny. Moim zdaniem, jest to rodzaj poczucia humory. Oczywiście, że taki pojazd nie różni się wielkością od innego. Tutaj chciałem zawrzeć to, jak bardzo Lill pragnąłby znaleźć się w owej ciężarówce. Rozumiesz, kiedy chce Ci się pić, wszystko kojarzysz sobie ze źródłem wody. Taka reakcja podświadoma. I tu dałem temu wyraz.

Zabić kijek. Kolejna, z chłodno naukowego punktu widzenia, bzdura. Zgadzam się z tym. Ale czy Ty nigdy nie pałałeś nienawiścią do martwego przedmiotu? Szafki nocnej, która z premedytacją uderzyła Twój mały palec u nogi (niby kolejna bezsensowna sprawa. Przecież szafka nie może myśleć, a co dopiero planować ataków na palce u nóg. Użyłem ożywienia. Znany i powszechnie stosowany zabieg.) albo komórki, która rozładowała się w najmniej odpowiednim momencie?

A nieścisłości, takie jak niewiadome pochodzenie topora, to forma zmuszenia czytelnika do myślenia (chociaż nie trzeba być bystrzachą, żeby się domyśleć skąd owa broń się wzięła) i zaciekawienia go. Mnóstwo tego typu zjawisk można zaobserwować choćby w "Wiedźminie".

Fakt, może niepotrzebnie przerwałem ten fragment. Moje lenistwo pewnie maczało w tym palce ;) Koniecznie jakoś to rozwinę.


Dziękuję za wytknięcie błędów. To, co uważam za wymagające poprawki, poprawię. ; )
 

Dragomir

Adam Konopka
Weteran
Dołączył
25.9.2004
Posty
2527
czuję się zaszczycony, że moja hejterska opinia coś znaczy : d ale generalnie boom ma rację w wielu aspektach.

akurat ze zrobieniem dłoni podmiotu zdania nie widzę problemu, nie ma w tym nic co jest de facto błędem, to że Boomowi nie pasuje taki zabieg stylistyczny to inna bajka :f
podobnie nie zgadzam się ze zdziwieniem Booma skąd wziął się tam topór, bo to przecież może być przedmiotem większej całości, o ile masz zamiar coś z tym zrobić, a nie tylko do szuflady takie małe nic zamknąć

posady jednakowoż się nie pieści, można piastować, ale wtedy raczej nie posadę bo kiepsko brzmi - ale piastować urząd już tak.

powtórzenia, jak zabić... zabić, zwykle nie wyglądają za dobrze, i jeśli nie chcesz położyć specjalnego nacisku na powtarzany wyraz to tego unikaj i używaj synonimów.

używanie onomatopei też nie jest zabiegiem wielce intelektualnym.

poza tym wygląda mi to jakbyś ciągle zmieniał pomiędzy pozycją 3-cio osobowego narratora a przemyśleniami bohatera, wprowadzając nieład i chaos - mam na myśli m.in "były w stanie... nie, one nie były w żadnym stanie. Nie nadawały się do...nie, nadawały." - to brzmi jak wynurzenia Lilla, a nie postronnego obserwatora - z którego perspektywy opisywana jest reszta wydarzeń
szczególnie to też widać we fragmencie "Kijek wbił się w pień? No bez jaj..." - to co najwyżej mógł pomyśleć bohater, nie narrator, a przeplatanie 1-wszej i 3-ciej osoby nie wygląda profesjonalnie

przecinek przed półtora kilometra od autostrady powinien się znaleźć

poważny zarzut Boom postawił wobec "zakończenia" - po czymś takim musi nastąpić dalszy rozwój akcji; poza tym, opowiadanie nie prezentuje sobą na razie niczego oprócz strony czysto stylistycznej...
 

Nekromanta Boom

Dzika Karta
Weteran
Dołączył
1.10.2004
Posty
3777
Dearien, próbujesz tłumaczyć swoje zabiegi stylistyczne w oczywisty sposób, co nie zmienia faktu, że jest to słabe opowiadanie. Jeśli chciałeś zrobić groteskę, parodię, to nie wyszlo to zbyt umiejętnie. Z przyczyny, którą wytknął Dragomir, chaos, który powoduje ciągła zmiana narratora, od myśli bohatera do 3 osoby, nie oddzielając tego kursywą czy cudzysłowiem.

Poza tym, jeśli chciałeś stworzyć groteskę, należało zbudować klimat. Tymczasem rzucasz nas (czytelników) w krótki tekst, który miał być groteską, nie tworząc całkowicie klimatu owej groteski. Nie wytknąłem braku tego elementu na poczatku bo nie sądziłem, że był potrzebny w tym tekście.

Dalej, chińska ciężarówka. Może byłby to dobry żart gdyby zdanie wypowiedział bohater. Najlepiej gdyby to zrobił od nowego wiesza po myślniku.

Z kijkiem to samo. W tym opowiadaniu narrator mówi o kiju, tymczasem nie dałeś nam powodów by traktować go z dystansem ( narratora oczywiście ). Znów należy wrócić do klimatu groteski, nie widać jej w tym opowiadaniu bo źle ją umieściłeś.

To jest groteska, kogel-mogel, fantazja. Stosuję to neologizmy, prymitywne porównania, celowe błędy stylistyczne.

Celowe błędy stylistyczne i prymitywne porównaniu mogę zrozumieć własnie w grotesce, ale to opowiadanie nią nie jest. Nie ma klimatu, narrator nie daje nam do zrozumienia niczego by zdiagnozować, iż to jest parodia. To jest po prostu źle napisane.
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
Właściwie to BooM dostarczył i powiedział wszystko co było do powiedzenia na temat tego opowiadania. Poziom dość niski, choć nie przymierzałbym tego do twórczości np. takiego Kozy, co zawsze jest jakimś plusem.
Fabułę potraktowałeś po macoszemu - jakiś gość, o którym wiemy jak ma na imię, że jest gruby i ma usposobienie psychopaty który chce się naparzać z kijkami-mordercami, idzie przez las - nie wiadomo skąd, gdzie i po co. Wszelkie opisy stanów emocjonalnych, miejsc, przedmiotów są bardzo ubogie - zdecydowanie więcej miejsca powinieneś poświęcić zarysowi postaci, miejsca i akcji, bo obecnie opowiadanie wygląda jakby było wyrwaną z kontekstu częścią większej pracy.

Porównanie płatków śniegu do shurikenów rozwaliło mnie na wejściu, podobnie jak dalsza część tego zdania. Tak samo chińska bielizna... chyba musi być bliska Twemu sercu, skoro tak namiętnie do niej powracasz.

Generalnie nie jest dobrze, ale tragedii jakiejś straszliwej też nie ma. Pisz dalej, próbuj się, czytaj dużo. Jeśli masz zamiar rozwinąć opowiadanie, zrób to. Zobaczymy co z tego będzie.

Wie ktoś może jak prawidłowo nazwać metalowy fragment oręża? ; )
Żeleźce
 

Dearien

Member
Dołączył
27.12.2011
Posty
222
A jene jo ;p Fatalnie postąpiłem wrzucając tu coś absolutnie wyjętego z kontekstu. Racja, dla obcej osoby bynajmniej nie jest to zachwycające. Nie mam jednak zamiaru zmieniać formy. W żadnym wypadku. Po po prostu dopiszę resztę - to, co działo się wcześniej oraz kontynuację. Wtedy wszystko powinno nabrać odpowiedniego klimatu. Jeśli nie - trudno ;D Ekhem... może nie wspiąłem się tu na wyżyny swych możliwości.

No cóż, dziękuję za szczerą krytykę. ; )

Moje wypociny zapewne jeszcze nie raz odwiedzą ten dział. Mam nadzieję, że nieco porządniejsze ;)
 

Biafra

Balotelli
Weteran
Redakcja
Dołączył
8.10.2010
Posty
2677
Po pierwszym poście Booma, resztę krytycznych wypowiedzi nie chciało mi się czytać zbyt uważnie. Powiem tylko, że wypowiedziało się tu trzech największych hejterów i malkontentów na tym forum, więc bierz na to poprawkę.

Błędy są, to normalne, kto ich nie robi. Nie zamierzam ich tu wymieniać, gdyż częściowo już zostały omówione...
Ja ze swojej strony powiem tylko, że jeżeli pominąć niedociągnięcia, to sam tekst czyta się dość przyjemnie. Ma on swój pewien rytm, który zachowany jest konsekwentnie od początku do końca.
Ogólnie rzecz biorąc- podobało mi się.

Pisz dalej i nie przejmuj się za bardzo tymi trzema muszkieterami/ tenorami :D
 

Barneyek

Starsza Wiedźma
Członek Załogi
Moderator
Dołączył
4.11.2011
Posty
1306
Błędy już wytknięte, żeleźce podpowiedziane, powtarzać nie będę. Jednakowoż mam wrażenie, że niektórzy z kolegów powyżej trochę nie załapali klimatu groteski, który osobiście cenię i stąd może moja przychylność wobec powyższego dzieła. Ale to jest zajawka, która aż się prosi o kontynuację! Kiedy doszłam do topora, oczywiste stało się dla mnie, że bohater niepostrzeżenie wkracza w świat literatury fantasy czy gry fabularnej i akcja rozwija się – nadal absurdalnie – w tym kierunku. Ewentualnie potem okazuje się to jego snem czy czymś w ten deseń.
Więc zrób mi tę uprzejmość i dopisz do tego resztę. Tylko zrób coś z tytułem, na litość:)
 
Do góry Bottom