Podniszczona Notatka

Dr_Watts

New Member
Dołączył
31.5.2020
Posty
2
Ogień dogasał. Po raz kolejny tej nocy mężczyzna wstawał i próbował ratować źródło ciepła. Bezskutecznie. Był mieszczuchem. Planowana od lat, a wcielona teraz w życie wyprawa brutalnie odarła iluzje, którymi tak ochoczo Watts karmił się wygodnie usadowiony w fotelu swojego mieszkania. Z gorzkim uśmiechem na twarzy przypominał sobie teraz suto zakrapiane spotkania z zaprzyjaźnionymi naukowcami z Uniwersytetu, kiedy rozprawiali o semantyce, egzotycznych filozofiach Wschodnich Królestw i symbolice bóstw.
Teraz był tutaj. Przemoczony, zziębnięty, niepotrafiący porządnie rozpalić ognia, głodny. Poczuł się upokorzony. Ale na zupełnie nieznanym mu do tej pory poziomie. Było w tym coś pierwotnego. Owinął się szczelnie kocem i z gracją podobną dziecku stawiającemu swoje pierwsze kroki grzebał kijem w węglach. Zaklął pod nosem. Żałował, że dał ponieść się naiwnej fantazji o wyprawie wgłąb Czarnego Boru, który od stuleci uchodził za granicę Cesarstwa, za którą niczego nie ma I z którego nie wróciła żadna wyprawa nawet najbardziej zajadłych obieżyświatów. Żądza wiedzy, splendoru i tematów do naukowych badań była jednak wtedy silniejsza Był w drodze od kilku tygodniu. Już dawno zdążył się zgubić i stracić orientację. Od dłuższego czasu żywił się tylko korzonkami i jeżynami, których wcale nie było pod dostatkiem. Pewnikiem zginie i nikt nawet nie znajdzie jego truchła. Powoli oswajał się z tą myślą.
Obudził go hałas. Usłyszał ludzkie głosy i turkot powozu. W pierwszej chwili nie potrafił zrozumieć tych dźwięków. Zupełnie, jakby były czymś odległym, tajemniczym, nie z tego świata. W pośpiechu spakował swój marny dobytek. Dźwięki były coraz bardziej wyraźne, toteż czym prędzej udał się w stronę jego źródła. Po chwili wyleciał na jakiś leśny dukt. Potknął się o koleiny i zarył twarzą o ziemię. Torba z zawartością rozsypała się we wszystkie strony świata. Księgi – które nie wiadomo po co zabrał ze sobą, ale nie miał sumienia ich wyrzucić – monety, kałamarze, papiery i cały niepotrzebny kram leżały teraz, gdzie popadnie.
Kiedy się wyprostował, nie słyszał już żadnych dźwięków prócz wiatru, który głucho dął w koronach drzew. Nie było żadnego śladu po furgonie, który zdawał się słyszeć. Przyznał przed sobą, że oszalał. Ujrzał wtedy surowo ociosany drogowskaz: “GothicUp – 15 Mil”. Podrapał się po głowie. Nie analizował tego, nie zastanawiał się. Na to było już za późno. Nie miał nic do stracenia. Ruszył przed siebie.
 
 
Do góry Bottom