Abesederabi Fas Na Abi Fas - Mieczem Po Łapkach

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
Wspólnie z Boomem postanowiliśmy znów zacząć pisać, na rozgrzewkę wybraliśmy uniwersum, jakże dobrze wszystkim znane, w którym pisze się nam najlżej i najprzyjemniej. Plany są jak zwykle wielkie, co z tego wyjdzie - zobaczymy. Na razie fragment kroniki oraz prolog. Zapraszam i polecam.
==================================================================================================



Kroniki Marchii wschodniej królestwa Myrthany
Co się tyczy wyspy Khorinis
Fragmenty Kroniki pióra Gilberta Proudmore
1 rok istnienia świata – Wedle woli Adanosa powstaje ziemia, a wraz z nią wszelkie lądy i oceany. Początek Wielkiej Wojny Bogów.

Khorinis – największa z wysp należących do Archipelagu Khoranas (zwanego Archipelagiem Marchii Wschodniej). Ze starożytnych zapisków odnalezionych w ruinach starożytnych cywilizacji można wywnioskować, iż nie została ona stworzona w tym samym roku co kontynent – jej powstanie datuje się na 10 rok Wielkiej Wojny Bogów, w wyniku ingerencji Adanosa w walkę pomiędzy Innosem a Beliarem


56 rok Wojny Bogów – z odległej krainy Margaahn, leżącej daleko na południe od Archipelagu Argaan, na wyspę przybywają pierwsi osadnicy, plemię nomadów, które daje początek nowej cywilizacji.


89 rok Wojny Bogów –w zapiskach starożytnych, pojawiają się pierwsze wzmianki o rasie orków.

Orkowie ci prawdopodobnie nie przybyli z Ziem Północnych, lecz z odległych krain położonych na wschodzie. W przeciwieństwie do swych pobratymców z kontynentu, cechowali się oni niezwykle wysoką inteligencją oraz niespotykaną brutalnością. Do czasów dzisiejszych nie przetrwały żadne zapiski traktujące o historii i kulturze tej rasy.


90 rok Wojny Bogów – Propozycja pokoju wystosowana przez Starożytnych zostaje odrzucona. Rozpoczyna się I Wojna z Orkami.
Walka była długa i przyniosła wiele ofiar. Ostatecznie w bitwie na płaskowyżu Khannaar (obecnie zwany Przełęczą) wojska Querhenga odparły oddziały orków, zmuszając ich do wycofania się na południe Khorinis.


250 rok Wojny Bogów – na ten rok datuje się koniec cywilizacji Starożytnych.
Okoliczności ich zniknięcia z wyspy nie są do końca jasne – jedną z bardziej prawdopodobnych teorii głosi, iż zarówno Starożytni jak i dawne plemię Orków zginęli w wyniku kataklizmu, będącego skutkiem Wojny Bogów.


1150 rok Wojny Bogów/1 rok Nowej Ery. – na wyspę przybywają pierwsi osadnicy z Kontynentu i rozpoczynają kolonizację wyspy. Rok ten datuje się jako pierwszy rok Nowej Ery.
Z rozkazu króla Myrhany, Rhobara I, wczesną wiosną 449 roku Wojny Bogów w kierunku Archipelagu Krohanas wyruszyła ekspedycja, mająca zbadać tamtejsze ziemie.


2 rok Nowej Ery – Osadnicy odnajdują we wschodniej części wyspy duże pokłady złota. Rozpoczyna się intensywna eksploatacja złóż, na wschodnim wybrzeżu założona zostaje osada.


8 rok Nowej Ery – ukończona zostaje budowa portu Khorinis – na wyspę przybywają nowi myrthańczycy, osada zaczyna się rozrastać.

Dla funkcjonowania osady na wyspie Khorinis, kluczowym elementem była sprawna komunikacja z kontynentem – dlatego też w pierwszej kolejności zajęto się budową infrastruktury portowej. Latarnia zbudowana w tamtym czasie przetrwała II Wojnę z Orkami i działa po dziś dzień.
Żyzna ziemia i łagodny klimat sprzyjały uprawie zbóż i roślin, co przyczyniło się do powstawania wielu farm.


33 rok nowej Ery – w okolicy miasta coraz częściej dostrzegane są orkowe patrole.

Nie do końca jasne jest skąd orkowie ci pochodzili. Pewne jest iż nie przybyli oni z kontynentu, gdyż byli od nich znacznie mniej inteligentni i niezwykle brutalni. Możliwe iż pochodzą oni z plemion zamieszkujących te ziemie przed setkami lat, którym udało się przetrwać Wielki Kataklizm.


34 roku Nowej Ery – orkowie zaczynają napadać na karawany ze złotem oraz osady ludzi Rozpoczyna się II Wojna z Orkami.

Zapiski z tamtych czasów donoszą o prastarych chramach rozmieszczonych na całej wyspie, stanowiących pozostałości po ogromnym mieście starożytnych, które swą wielkością obejmowało niemal całą wyspę. Prawdopodobnie orkowie starali się otworzyć świątynie w celu zdobycia znajdujących się w nich kamieni runicznych, jednak wojownicy skutecznie im to uniemożliwiali.

Wiosna 34 rok Nowej Ery – orkowie, w sojuszu z miejscowymi bandytami, przejmują kontrolę nad znaczną częścią wyspy. Xardas, młody rzemieślnik z Khorinis, z nieznanych pobudek wyrusza w poszukiwaniu wszystkich świątyń.

Zima 34 roku Nowej Ery – Xardas ożywia magię runiczną skrywaną przez pradawne świątynie. Rozpoczyna się największa bitwa w historii Khorinis.

Jak podają źródła, Xardas, dzięki mocy run przez wieki zamkniętych w chramach, stał się niezwykle potężnym wojownikiem. W ostatnim momencie wkracza do niemal do cna spalonego Khorinis i mobilizując resztki trzymających się przy życiu wojowników, odpiera najazd, zabijając przy okazji herszta bandytów i orków - Dusaro. Na wyspę docierają posiłki z kontynentu wraz z generałem Urizielem na czele. Rozpoczyna się ofensywa ludzi, mająca na celu wybicie orków.
35 rok Nowej Ery – ma miejsce bitwa w dolinie. Orkowie zostają zdziesiątkowani i zepchnięci w góry, daleko na południe.
W krwawej bitwie na płaskowyżu, zginęło wielu wojowników i paladynów, w tym jeden z największych dowódców Myrthany – Uriziel.

Po bitwie Xardas wraz z paladynami udał się na kontynent, natomiast pozostali zajęli się zabezpieczaniem doliny oraz odbudową miasta. Nastał długi okres pokoju.


87 rok Nowej Ery – na wyspie wyczerpują się zasoby złota, które było głównym źródłem dochodu miasta. Liczne ekspedycje ruszają na południe, w celu poszukiwania nowych złóż kruszcu.

Wiosną 65 roku, wysoko w górach na południu, znalezione zostają niewielkie złoża magicznej rudy. Podekscytowani tym odkryciem mieszkańcy, na własną rękę rozpoczynają poszukiwania rudy. Z czasem na całej wyspie powstają ogromne ilości szybów. Sytuacja ekonomiczna osady znacznie się poprawia, co pozwala na rozbudowę miasta oraz budowę strażnic w dolinie.


88 rok Nowej Ery – w dolinie na południu odkryte zostają ogromne złoża rudy.

Pokłady cennego kruszcu odkryte zostają nieopodal przełęczy Khorinis. Stopniowo odkrywane są kolejne złoża rudy, jednak wydobycie odbywało się tylko w jednej kopalni. Dolina została oficjalnie nazwana Górniczą Doliną.


92 rok Nowej Ery – budowa Khorinis ostatecznie dobiega końca.

W całości została odbudowana dzielnica portowa, dzielnica kupców i rzemieślników. Dodatkowo, na fundamentach dawnej świątyni wybudowano koszary, natomiast w południowej części miasta stanął ratusz, w którym urzędował przybyły z kontynentu gubernator Cartus. Umocnione zostają strażnice w Górniczej Dolinie, wzniesiony zostaje zamek i pomniejsze warownie.

W roku 93, Khorinis otrzymuje prawa miejskie. Chłopi dostają w dzierżawę ziemie, na których zakładają farmy.


97 rok Nowej Ery – Na wyspę, już jako mag ognia, powraca Xardas.
Xardas przypłynął na Khorinis wczesna wiosną 86 roku. Wraz z kilkoma innymi magami wynajęli w mieście kilkudziesięciu robotników, którzy w bardzo krótkim czasie wybudowali w centrum wyspy Klasztor. Obecność magów była bardzo nie na rękę Gubernatorowi, który na mocy królewskiego dekretu, stracił część swojej władzy na rzecz Najwyższej Rady.


132 rok Nowej Ery - W Myrthanie rozpoczyna się wojna domowa z orkami.

Z powodu srogiej zimy jaka nawiedziła Północne Ziemie, orkowie zmuszeni byli do przypuszczenia ataku na Nordmar, odcinajac tym samym Rhobara II od dostaw magicznej rudy.
W Khorinis powstaje kolonia karna, do której zsyłani są przestępcy z całego królestwa.


135 rok Nowej Ery – Umiera gubernator Cartus – jego następcą zostaje Barhord, piastujący do tej pory urząd sędziego.

W roku 136, gubernator ściągnął z Varrantu asasynów, którzy mieli zlikwidować Magów Ognia. Spisek został jednak w porę wykryty, a gubernator skazany na śmierć.




Khorinis,136 rok Nowej Ery​
 

Nekromanta Boom

Dzika Karta
Weteran
Dołączył
1.10.2004
Posty
3777
PROLOG


Słońce widniało wysoki na horyzoncie, gdy Ralf, wieśniak pracujący na farmie swego wuja Akila, wyszedł z chaty i udał się w stronę miasta by kupić kilka potrzebnych rzeczy. Było dopiero południe i czekało go jeszcze sporo pracy, więc kilka litrów wody było mu bardzo potrzebnych. W dodatku powoli brakowało chleba a żona jego wuja, Kati, znów potrzebowała nowego garnka. Ralf liczył na to, iż uda mu się kupić te rzeczy po przystępnych cenach i zaoszczędzić kilka monet na nowe buty, które upatrzył sobie przy jednym z miejskich straganów. Minął strażników przy bramie i szedł dalej ulicą rzemieślników.
Miasto tętniło pełnią życia. Słychać było prace kowali przy piecu, stolarza naprawiającego kolejne połamane krzesła, które najprawdopodobniej pochodziły z Gospody pod Kuternogą, nie cieszącą się dobrą sławą. Ralf słyszał nawet krzyki jednego z magnatów w górnym mieście, który jak zwykle krzyczał na swoich parobków. Tak, Ralf lubił tu przychodzić. Była to bez wątpienia miła odmiana od codziennej pracy w polu i ciągłej nudy panującej na wsi.
Gdy dotarł na plac targowy chwile zajęło mu odnalezienie tego co chciał pierwotnie kupić. Zapatrzony w zdobione buty z cholewą, nie zauważył łypiącego wzroku kupca.
- Kupujesz coś?
- Jedną chwilę, Hogart – odpowiedział Ralf – Zastanawiam się co wybrać.
Sprzedawca zarechotał.
- Oj, Ralf, nie rozśmieszaj starego człowieka – obszedł stragan i objął go ramieniem. - To co zwykle? Czy może Kati znów potrzebuje czegoś nowego?
- Spaliła garnek.
Hogart wziął dwa bochenki chleba.
- Kati, urocza kobitka ale gotować to ona nie umie. Aż się dziwię czemu Akil się z nią ożenił. Masz, dorzucę ci jeszcze kilka jabłek jak chcesz. Wody ci nie wleję bo nie mam w co. Wciąż nie oddałeś mi moich wiader.
- Przepraszam, zapomniałem.
- Ty, Ralfi, stale zapominasz i ciągle błądzisz w chmurach. Wierz mi nic dobrego z tego nie wyniknie. Ja w twoim wieku robiłem co było trzeba, nie wtykałem nosa w nie swoje sprawy i stąpałem twardo po ziemio. Masz, weź też kiełbasę.
- Nie starczy mi...
- Jabłka są gratis. Wiem, że u Akila robota ciężka, dlatego na pewno się przydadzą.
- Dziekuję.
- No ja myślę. Co do garnka, idź do Fena, on powinien jakiś mieć. Tylko uważaj, nie daj się naciągnąć. To cwany lis, który lubi się targować, nie dawaj za jego garnki więcej niż dwanaście sztuk złota.
- Zapamiętam.
- No dobra, idź już. Przynieś mi wreszcie moje wiadra! - rzucił na zakończenie, gdy Ralf zbliżał się już do straganu Fena. Niestety sprzedawcy nie było na jego stanowisku, więc postanowił zajrzeć do jego chaty. Akil zawsze powtarzał, że jego bratanek nie należy do najbystrzejszych, ale ten dostrzegł zasłonięte okna. W środku nie zastał nikogo, a jedzenie na stole było ledwo napoczęte.
- Halo? Jest tu kto? Panie Fen?
Ralf podszedł do stołu i choć walczył z pokusą, spróbował ziemniaków. Smakowały dużo lepiej niże te Kati, mimo iż były zimne.
Przynajmniej nie są ani trochę czarne - pomyślał
Wtedy usłyszał coraz głośniejsze krzyki.
- Zapraszam do mnie! To co jest tutaj na straganie jest niegodne waszmościów. W domu w piwnicy trzymam wyjątkowe towary. Proszę za mną!
Ralf spanikował. Wiedział, że znając swoje szczęście, ten krzyczący człowiek to właśnie Fen. Może i mógłby wytłumaczyć, że chciał tylko kupić garnek i wszedł do chaty bo nikogo nie zastał przy stoisku, ale zbyt dobrze wiedział, że wieśniak sam w obcej chacie bez obecności gospodarza wygląda na zwykłego złodzieja i kończy zwykle z podbitym okiem i wybitym zębem. Dosłownie w ciągu dwóch sekund przebiegł całą odległość pomieszczenia i schował się w szafie z ubraniami.
- Już zaraz wam zaprezentuję coś naprawdę dobrego – wydzierał się dalej sprzedawca, dopóty nie zamknął drzwi.
- k**wa Fen, musiałeś się tak wydzierać?
- No, ucho mi prawie urwało.
Ralf nie wiedział co się dzieje. Usłyszał tylko odgłos przekręcanego klucza w zamku.
- Mówiłem do jasnej cholery, że w mieście macie się nie pokazywać, a co najważniejsze w żadnym wypadku ze mną kontaktować!
- Niestety sprawy uległy zmianie.
- Gówno mnie to obchodzi. To jest moje miasto, moja reputacja i mój interes. Niedługo straż miejska będzie was pewnie ścigała a ja nie chcę by tutaj wpadli i zaczęli mieć podejrzenia.
- Spokojnie, Fen. Nikt nas nie rozpozna. Po tym co tu się wydarzy ludzie będą za bardzo srać ze strachu by gadać ze strażą.
- Akurat – odparł Fen, już wyraźnie spokojniejszy. - No dobra, mówcie czego chcecie. Numer z towarami w piwnicy mógł się podobać, ale nie może to trwać za długo.
Ralf usłyszał odgłos nalewanego trunku.
- Sprawy uległy zmianie – powtórzył jeden z gości – Gubernator przybędzie znacznie wcześniej niż planowano. Ludzie domagają się szybkiej reakcji na to co się dzieje w Kolonii Karnej, więc król nie zwlekał.
- Gubernator przybędzie w przyszłym tygodniu, w piątek – dodał ten drugi – Statek przypłynie do portu Khorinis rano, prawdopodobnie przed szóstą.
- No dobra, ale co mi do tego? - zapytał Fen – Przecież zrobiłem czego chciał wasz szef. Dałem wam moje plany miasta, moją przepustkę i ten głupi naszyjnik. Nie mogę zrobić więcej.
- Pamiętaj Fen, że ci zapłaciliśmy. W dodatku, gdy to wszystko się skończy, zgodnie z umową, przeniesiesz się do górnego miasta, zyskasz większą kwaterę, status i nowy posag. Musisz przyznać, że jak na razie na tak wiele sobie nie zasłużyłeś.
- No właśnie, umowa – upierał się Fen – Umowa była inna. Daję wam naszyjnik, pomagam i to wszystko!
- Szef wiedział, że tak powiesz – jeden z nich zaśmiał się. Ralf dałby sobie rękę uciąć, że sprzedawca ma do czynienia z dwoma silnymi drabami. - Dlatego chciał sam z tobą pogadać.
Położono coś na stół. Ralf nie wiedział dokładnie co, ale poczuł powiew wiatru i dziwną aurę, która przeszła po pokoju.
- Witam – dobiegł go dziwnie zdeformowany głos – Panie Fen, miło mi znów móc z panem rozmawiać. Proszę mi wybaczyć, że nie mogłem być u pana osobiście, ale jestem pewien, że panowie Morgen i Vergan dobrze dotrzymują panu towarzystwa.
- Tak, nie narzekam – odparł Fen, zadowolony, że komunikują się na odległość – Mnie również jest miło.
- Zanim przejdziemy do rzeczy, pragnę panów poinformować, iż w zaistniałych okolicznościach warto by konwersować w spokoju i w ciszy, ale co najważniejsze, bez osób trzecich.
Ralf wstrzymał oddech.
- O czym pan mówi? - zdziwił się Fen – Nikogo oprócz nas tutaj nie ma.
- Wręcz przeciwnie. W pańskim domu ktoś jest i według mojej opinii ma bliski wgląd na garderobę pańskiej żony.

Nie trwało to długo. Zanim serce zdążyło podskoczyć Ralfowi do gardła, drzwiczki szafy otworzyły się z impetem.
- Nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie, panie Ralf – odrzekł głos z urządzenia – A szkoda. Akil nie powinien sobie pozwalać na stratę pracowników.
 

abi

Witch numero Uno
Członek Załogi
Dołączył
22.11.2008
Posty
8869
no dobrze panowie, boom tyle mi stęka od dwóch dni na gg aby skomentować, więc zaczynam :D


tytuł - podobno to mowa orków - tak bojka mi tłumaczył, nie wiem co oznacza, brzmi intrygująco ale ta druga część wygląda dziecinnie - 'mieczem po łapkach" to jak karanie małego dziecka tłuczeniem po rączkach, 'oj niegrzeczna ta łapaka, bebe a fee...' ;)


jedziem dalej :D


Ze starożytnych zapisków odnalezionych w ruinach starożytnych cywilizacji można wywnioskować
rozumiem że to podkreślenie że to starożytne zapiski i starożytne ruiny ale te dwa wyrazy tak blisko siebie dziwnie wyglądają wg mnie, ale ja mogę się nie znać, sama lepiej bym nie napisała

plemię nomadów, -> czy nazwa plemienia nie powinna być z dużej litery?


pierwsze wzmianki o rasie orków .... Rozpoczyna się I Wojna z Orkami .... odparły oddziały orków, .... plemię Orków .... II Wojnę z Orkami ... dostrzegane są orkowe patrole .... skąd orkowie ci pochodzili. .... ludzi Rozpoczyna się II Wojna z Orkami .... orkowie, w sojuszu ... herszta bandytów i orków - Dusaro. ... elu wybicie orków. ... wojna domowa z orkami. ... orkowie zmuszeni byli ...

raz bojka piszesz orkowie z małej raz z dużej, to bardzo rzuca się w oczy, można by było ujednolicić bo to takie nieprofesjonalne


na wyspę przybywają nowi myrthańczycy, -> czy myrthańczycy nie powinno być z dużej litery?
powstaje kolonia karna -> z dużej litery powinno być,


dzielnica portowa, dzielnica kupców i rzemieślników. -> czy to są nazwy czy tylko specjalizacje dzielnic bo to ma znacznie (duża czy mała litera)

można wyłapać takich drobiazgów sporo, i to się rzuca, zwłaszcza że takie dzieło powinno być perfekcyjne
sama kronika słabo napisana, taka trochę uboga, zbyt mało info z niej wyciągnęłam. słabo stylistycznie także bojka nie postarałeś się za bardzo a wiem że potrafisz lepiej pisać, zatem byś trochę się przyłożył i wyszło by lepiej,


----------------

zaraz ocenię część booma
 

abi

Witch numero Uno
Członek Załogi
Dołączył
22.11.2008
Posty
8869
Słońce widniało wysoki na horyzoncie, gdy Ralf, wieśniak pracujący na farmie swego wuja Akila, wyszedł z chaty i udał się w stronę miasta by kupić kilka potrzebnych rzeczy. Było dopiero południe i czekało go jeszcze sporo pracy, więc kilka litrów wody było mu bardzo potrzebnych. W dodatku powoli brakowało chleba a żona jego wuja, Kati, znów potrzebowała nowego garnka

trochę za dużo powtórzeń z 'potrzebowania' jak na tak mały fragment tekstu?
w tym fragmencie to trzecie zdanie jakoś dziwnie skonstruowane stylistycznie, tak mi się wydaje, drugie ujdzie. boom w pierwszych kilku zdaniach w ogóle się nie postarałeś a potrafisz, więc weź się za to solidnie jak chcesz aby było docenione

Ralf słyszał nawet krzyki jednego z magnatów w górnym mieście
czy górne miasto jakaś nazwa?

i stąpałem twardo po ziemio
literówka

Już zaraz wam zaprezentuję coś naprawdę dobrego – wydzierał się dalej sprzedawca, dopóty nie zamknął drzwi.
- k**wa Fen, musiałeś się tak wydzierać?
- No, ucho mi prawie urwało.
Ralf nie wiedział co się dzieje. Usłyszał tylko odgłos przekręcanego klucza w zamku.
- Mówiłem do jasnej cholery, że w mieście macie się nie pokazywać, a co najważniejsze w żadnym wypadku ze mną kontaktować!
- Niestety sprawy uległy zmianie.
- Gówno mnie to obchodzi. To jest moje miasto, moja reputacja i mój interes. Niedługo straż miejska będzie was pewnie ścigała a ja nie chcę by tutaj wpadli i zaczęli mieć podejrzenia.

ja wiem że się czepiam, ale jestem mało kumata i w tym dialogu mam kłopot się połapać kto co gada, aby zrozumieć musiałam się cofnąć potem. domyślam się ze te postaci są 'anonimowe', czy nie można by było dodać że np odezwał się jakiś tam głos. mężczyzna którego nie widział Ralf? to już twoja fantazja by lepiej to ujęła niż moja :D, popraw się panie pisarzu, a dalej jest oki wg mnie



pierwsze fragmenty prologu takie mało wciągające, słabo styl ,ale im dalej tym lepiej szło, akcja się zaczyna rozwijać i stylistycznie coraz lepiej, może dlatego że pochłonęło cię to bardziej i więcej siebie tam włożyłeś?

Wręcz przeciwnie. W pańskim domu ktoś jest i według mojej opinii ma bliski wgląd na garderobę pańskiej żony.
powiało grozą^^ dobre i zaczyna się robić ciekawie, tylko nie skopać tego :p



----------------------


panowie może być ciekawie a nawet bardzo ciekawie, ale

1. poprawić literówki, ujednolicić tych orków/Orków, jeżeli są nazwy itd to sprawdzić z jakiej litery się pisze
2. popracować nad stylem i unikajcie zbędnych powtórzeń, ew zastąpcie je innym wyrazem o ile to możliwe
3. jak piszecie dialogi, aby nie były to tylko same zwroty od myślników nie wiadomo do kogo przypisane teksty jeżeli 'rozmawia' tam więcej niż dwie postaci. wiadomo nie chodzi o to aby każdy dialog był opisany kto co itd ale niektóre tego wymagają. czasem trzeba coś dodać aby było wiadomo o 'kogo' chodzi, bo ja nie kumata!
4. starajcie się aby wciągało a nie było nudne jak na wstępie.
5. i piszcie dalej, bo zapowiada się ciekawie a ja chętnie skomentuję ^^

edit: baal dobrze prawi, w kronice jest trochę byków, daty pomieszane itd, dopracować do panie bojanie
 

Barneyek

Starsza Wiedźma
Członek Załogi
Moderator
Dołączył
4.11.2011
Posty
1306
Na razie uwagi do tekstu Bojki, potem dorzucę resztę.

na wschodnim wybrzeżu założona zostaje osada
Z kontekstu wynika, że chodzi o miasto Khorinis. Od kiedy ono znajduje się na wschodnim wybrzeżu?


Pewne jest iż nie przybyli oni z kontynentu, gdyż byli od nich znacznie mniej inteligentni i niezwykle brutalni.
Od kogo? Powinno być coś w stylu „od swych kontynentalnych pobratymców”.

87 rok Nowej Ery – na wyspie wyczerpują się zasoby złota, które było głównym źródłem dochodu miasta. Liczne ekspedycje ruszają na południe, w celu poszukiwania nowych złóż kruszcu.

Wiosną 65 roku, wysoko w górach na południu, znalezione zostają niewielkie złoża magicznej rudy.
Brak chronologii. Ponieważ powtarza się to w kilku jeszcze innych miejscach, zastanawiam się, czy autorowi nie chodziło o celowe przedstawienie dwóch, nieco sprzecznych ze sobą, wersji wydarzeń, pisanych według dwóch różnych kalendariów. Myśl ta nawiedziła mnie jednak dopiero przy trzecim czytaniu, więc obawiam się, że na większości czytelników może to zrobić wrażenie po prostu błędów w chronologii. Może więc powinno być jakoś zgrabnie podkreślone, że chodzi o dwie różne relacje.
Oczywiście możliwe jest też, że za dużo filozofuję i dopatruję się celowości w tym, co jest zwyczajnie wynikiem nieuwagi Bojana :)

Jest poza tym trochę drobiazgów, tu spacja, tam przecinek, mieszanie czasów, jakaś tam literówka czy powtórzenie. Ogólnie jednak – pomijając to, co wymieniłam wyżej – tekst mi się podoba, jest pomysłowy, działa na wyobraźnię i dobrze się go czyta. Dobry wstęp do fabuły.
 

Barneyek

Starsza Wiedźma
Członek Załogi
Moderator
Dołączył
4.11.2011
Posty
1306
Teraz Boom. Przepraszam za dwa pod rząd, ale przy edycji poprzedniego wyskakiwało mi, że niewłaściwa ilość tagów. Próba połączenia postów po utworzeniu też nie przyniosła lepszego efektu. Może ktoś z większymi mocami coś na to poradzi :)

Słońce widniało wysoki na horyzoncie, gdy Ralf, wieśniak pracujący na farmie swego wuja Akila, wyszedł z chaty i udał się w stronę miasta by kupić kilka potrzebnych rzeczy. Było dopiero południe i czekało go jeszcze sporo pracy, więc kilka litrów wody było mu bardzo potrzebnych. W dodatku powoli brakowało chleba a żona jego wuja, Kati, znów potrzebowała nowego garnka.
Jakby powiedział Wojt – Boom, pls. Wieśniak wybiera się z farmy do miasta, by kupić wodę? Na farmie nie ma studni ani źródła w pobliżu? To jak ta farma funkcjonuje? To samo z chlebem – nie pieką go w gospodarstwie? Z mąki, do której z oczywistych względów mają lepszy dostęp niż handlarze z miasta, którzy to handlarze pewnie od farmerów właśnie tę mąkę, a może i wypieczony chleb, kupują? Jedynym logicznym zakupem w tym spisie jest garnek i wspomniane w dalszej części tekstu buty.

pochodziły z Gospody pod Kuternogą, nie cieszącą się dobrą sławą.
Cieszącej.

Masz, dorzucę ci jeszcze kilka jabłek jak chcesz. Wody ci nie wleję bo nie mam w co. Wciąż nie oddałeś mi moich wiader.
To samo co wyżej. Wieśniak kupujący jabłka w mieście? Chyba pochodzące z importu :D. Powinien je raczej do miasta dostarczać.

Masz, weź też kiełbasę.
Kolejny kwiatek. Kiełbasy, jak rozumiem, też na farmie nie wyrabiają.

- No dobra, idź już. Przynieś mi wreszcie moje wiadra! - rzucił na zakończenie, gdy Ralf zbliżał się już do straganu Fena. Niestety sprzedawcy nie było na jego stanowisku, więc postanowił zajrzeć do jego chaty.
Z tego zdania wynika, że to raczej sprzedawca zbliżał się do chaty, nie Ralf. Można by napisać „chłopak postanowił”.

Wiedział, że znając swoje szczęście, ten krzyczący człowiek to właśnie Fen.
Nienajlepsza konstrukcja. Lepiej byłoby: Wiedział, znając swoje szczęście, że ten krzyczący człowiek to właśnie Fen.

wydzierał się dalej sprzedawca, dopóty nie zamknął drzwi.
Dopóki.

- Gubernator przybędzie w przyszłym tygodniu, w piątek – dodał ten drugi – Statek przypłynie do portu Khorinis rano, prawdopodobnie przed szóstą.
Nieco przesadna precyzja, jeśli chodzi o godzinę. Poruszamy się w realiach quasi-średniowiecznych. Żaglowiec to nie prom wycieczkowy, który ma ustalone godziny rejsów i jest w stanie się ich trzymać. Czas żeglugi z odległego kontynentu może być bardzo nieprzewidywalny, więc nawet określenie konkretnego dnia może okazać się zbytnim optymizmem.

- Tak, nie narzekam – odparł Fen, zadowolony, że komunikują się na odległość – Mnie również jest miło.
Przenosisz punkt widzenia z Ralfa na Fena. Ralf ukryty w szafie nie może wiedzieć, czy Fen jest zadowolony. Może to najwyżej podejrzewać. Ponadto należałoby zaznaczyć, iż domyślił się, że Fen rozmawia z nieobecnym rozmówcą za pomocą magicznego komunikatora.

- Nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie, panie Ralf – odrzekł głos z urządzenia
Raczej „oznajmił”. Nie padło żadne pytanie, na które musiałby odpowiadać.

Zakończenie bardzo fajne, zaskakujące, ciut zabawne, ciut straszne – zachęcające do czekania na kontynuację.
Ogólnie im dalej, tym lepiej. Początek, zwłaszcza przez te kiksy z kupowaniem przez wieśniaka w mieście produktów spożywczych, które raczej powinien do miasta dostarczać, wydaje się nieco naiwny, w stylu: „napiszę tak, bo tak jest w grze, nie zastanawiając się nad tym, czy ten świat ma jakąś logikę”. Ale ogólnie czyta się nieźle, widać że jest zamysł fabularny, jakiś sensacyjny wątek, czekam więc na ciąg dalszy, bo kroi się coś fajnego.
Z drobiazgów - literówki, powtórzenie, interpunkcja. Ale nie na tyle, by przeszkadzać w odbiorze.
 

Bojan

Spirit Crusher
Weteran
Dołączył
12.1.2008
Posty
2680
tytuł - podobno to mowa orków - tak bojka mi tłumaczył, nie wiem co oznacza, brzmi intrygująco ale ta druga część wygląda dziecinnie - 'mieczem po łapkach" to jak karanie małego dziecka tłuczeniem po rączkach, 'oj niegrzeczna ta łapaka, bebe a fee...' ;)
Tytuł jest roboczy i prawdopodobnie z czasem zostanie podmieniony. Drugi jego człon jest jawnym i (tak mi się przynajmniej zdawało) oczywistym nawiązaniem do filmu "Szklanką po łapkach" ;)

plemię nomadów, -> czy nazwa plemienia nie powinna być z dużej litery?
Nie jest to nazwa własna. określenie to odnosi się do bliżej nieznanego plemienia prowadzącego nomadyczny tryb życia.

raz bojka piszesz orkowie z małej raz z dużej, to bardzo rzuca się w oczy, można by było ujednolicić bo to takie nieprofesjonalne
Tutaj sprawa jest trochę skomplikowana, ponieważ raz odnoszę się do orków jako rasy, a raz jako do konkretnego plemienia, zamieszkującego Kolonię. Nie chciałem na siłę wymyślać im jakiejś nazwy, więc po prostu nazwałem ich Orkami. Co nie zmienia jednak faktu, że miejscami tej dużej literki brakuje.

na wyspę przybywają nowi myrthańczycy, -> czy myrthańczycy nie powinno być z dużej litery?
powstaje kolonia karna -> z dużej litery powinno być,


dzielnica portowa, dzielnica kupców i rzemieślników. -> czy to są nazwy czy tylko specjalizacje dzielnic bo to ma znacznie (duża czy mała litera)
Zgadza się, powinno być z dużych, poprawię.


sama kronika słabo napisana, taka trochę uboga, zbyt mało info z niej wyciągnęłam.

Nie chciałem tutaj robić wywodów o całej historii świata, opisywać dokładnie wszystkich wojen, lokacji itp. Chodziło mi o to, żeby zawrzeć kluczowe, moim zdaniem, fakty, dotyczące głównie historii samego Khorinis.
Zadaniem Kroniki jest nakreślenie czytelnikowi ogólnej sytuacji wyspy i jej historii. Jak napisała Barni, ma pobudzać wyobraźnię i budować klimat, na czym zależało mi najbardziej.
Nie wykluczam możliwości rozbudowania kroniki i stworzenia z niej swego rodzaju kanonu dla uniwersum Gothica, ale nie wiem czy starczy mi zapału i cierpliwości do takiej roboty.

Poza tym jest nawet napisane w tytule, że są to "fragmenty kroniki"
trollface.gif



Z kontekstu wynika, że chodzi o miasto Khorinis. Od kiedy ono znajduje się na wschodnim wybrzeżu?

Błąd, oczywiście chodziło mi o zachodnie wybrzeże.

Pewne jest iż nie przybyli oni z kontynentu, gdyż byli od nich znacznie mniej inteligentni i niezwykle brutalni.
Brak chronologii.[...] Oczywiście możliwe jest też, że za dużo filozofuję i dopatruję się celowości w tym, co jest zwyczajnie wynikiem nieuwagi Bojana
Zdecydowanie :D
Są to oczywiście skutki mojego lenistwa i braku sumiennej korekty.
Brak chronologii wynika z tego, iż w trakcie pisania wielokrotnie zmieniałem daty i przestawiałem w czasie pewne wydarzenia. Chcieliśmy z Boomem wrzucić opowiadanie jak najszybciej, więc odpuściłem sobie korektę sądząc, że wszystko jest w porządku. Jak zwykle jednak, pośpiech okazał się złym doradcą.

Dzięki za komentarze, konstruktywna krytyka jest zawsze mile widziana. Postaram się wszystkie błędy jak najszybciej poprawić :)

p.s. nie chcę wchodzić Boomowi w kompetencje, ale odniosę się do jednej uwagi odnośnie jego części. Zauważ Barni, że farma Akila była jedną z mniejszych farm w Khorinis i na pewno nie była samowystarczalna tak jak na przykład Farma Onara, stąd też zakup w mieście niektórych towarów nie powinien dziwić. Tak samo z chlebem, biorąc pod uwagę dość ograniczone zdolności kuchenne Kati :D
Abi - akurat pisanie dialogów w takiej a nie innej formie jest charakterystycznym elementem dla opowiadań Booma i jak na mój gust sprawdza się bardzo dobrze ;)
 

abi

Witch numero Uno
Członek Załogi
Dołączył
22.11.2008
Posty
8869
panowie czy dalej coś piszecie czy już pogrzebaliście to dzieło?
 
Do góry Bottom